poniedziałek, 26 maja 2014

019.

 ROZDZIAŁ DLA PAULINY. DZIĘKUJĘ ZA WSPARCIE . KC ♥




Obudziliśmy się wtuleni w siebie i mega zadowoleni.
Byliśmy jak... nowo narodzeni.
 Czułam się w towarzystwie Justina tak swobodnie, jak nigdy.
Było cudownie.
Mam nadzieję, że Justin miał takie samo zdanie jak ja.
Wyszłam z łóżka i ruszyłam do łazienki.
Nalałam do wanny wody, aż po brzegi i wlałam wiele olejków itp.
Weszłam do niej i zanurzyłam się aż po szyję
Po mnie wstał Justin i wszedł do łazienki, ale rzuciłam w niego gąbką.
-Ej no!-powiedział zaraz po tym, jak oberwał w głowę.
-Cześć skarbie, jak się spało?-powiedziałam słodko.
-Mogę wejść??
-Nie.
-No proooszę.
-Hmmm.Pomyślmy.
-Skarbie.-zamruczał i zrobił duże oczy.
-Znaj łaskę.-powiedziałam odkładając szampon a chłopak ściągnął bokserki i wszedł do wanny.
-A może buzi na Dzień Dobry?-powiedział, a ja nadstawiłam polik.
 -Ale to ja miałem dostać buzi.-powiedział obrażony nachylając się.
Przyciągnęłam go do siebie , a chłopak wpił się w moje usta.
Leżałam oparta o wannę ,a chłopak składał czułe pocałunki na moim ciele.
***
-Co chcesz zjeść?-krzyknęłam do chłopaka z dołu.
-Zależy co ugotujesz , Kath.
-Jak mnie nazwałeś?
-Kath-wzruszył ramionami.
-A dlaczego nie Kate?
-Bo chcę Cię nazywać inaczej niż inni.
-A ja jak mam na Ciebie mówić.-powiedziałam a chłopak zaczął ssać delikatnie moją szyję. -Boże!-wyszeptałam gdy przygryzł płatek mojego ucha.
-Wystarczy Justin.
-Jesteś okropny.Sam gotujesz.
-Ale no..
-Mam ochotę na coś dobrego skarbie.
-Możesz schrupać mnie.-powiedział.
-Fuuj.-skrzywiłam się.
Chłopak  stał się smutny.
- Co się stało?
-Jestem według Ciebie ... fuj?
-Nie, według mnie jesteś słodki . -powiedziałam.
-Nie chcę być słodki!-krzyknął.
-A jaki hmm?
-Seksowny ..
-A ja jaka jestem.
-Słodka.
-Tak się nie bawimy.-zeskoczyłam z blatu i ruszyłam w kierunku schodów.
-Kath-powiedział łapiąc mnie w pasie.- Wiesz jakie jest najlepsze określenie Ciebie?
-No słucham.
-Jesteś moja.
To jest dla niego tak ważne?
Wow.
Nigdy nie pomyślałabym,że on..
Kocham go.
Baardzo mocno.
Nie wiem co by było bez niego.
Gdzie bym była?


----------------------------------
Hej miśki. Jak się podoba rozdział?

wtorek, 13 maja 2014

018. [+18]

***
Mama Jusa i jego siostra były cudowne.
Zniosłam na dół wszystkie ozdoby choinkowe.
Było tego sporo a Justin pojechał po choinkę.
Bombki, lampki, aniołki -czego tam nie było!
Kiedy wrócił zaniemówiłam.
BYŁA OGROMNA !
Rozłożył ją w salonie i zaczęliśmy ją ozdabiać.
Oboje zakręciliśmy się w lampki.
-Jaki ty jesteś dziecinny.-zaśmiałam się krótko.
-Nie przesadzaj. -powiedział, starając wyplątać się ze świecidełek.
Kiedy skończyliśmy było już ciemno.
Odgrzałam kurczaka i zawołałam mojego chłopaka.
Zjedliśmy szybko.
-Podoba Ci się choinka ?
-Bardzo. Jest śliczna.
Chłopak zabrał talerze i poszedł umyć naczynia.
Ja, jak to ja w tym czasie poszłam zapalić światełka, a moje pedantyczne oko zauważyło, że aniołek się przekrzywił.
Wzięłam stołek, który stał z boku i prawie poprawiłam, ale nie byłabym sobą... Poślizgnęłam się.
Lekko spadałam i już zacisnęłam oczy, ale poczułam pod sobą silne ramiona.
-Po co tam weszłaś.
-No bo masz taki fajny tekst w piosence... "We do not need no wings to fly" i chciałam spróbować.
-A co gdybym Cię nie złapał?
-To bym spadła i wszyscy byliby zadowoleni.- uśmiechnęłam się.
-Nigdy tak nie mów.-wyszeptał.
-Idziemy do sypialni? Juuuuustin.-przeciągnęłam imię chłopaka.
-Chodź.
Nadal trzymał mnie w ramionach.
Wbiegł na górę do sypialni.
Zaczęliśmy się całować.
Zaczął rozpinać moją koszulę.
Spojrzał na mnie niepewnie aby potwierdzić, czy może dalej i uśmiechnął się, gdy przytaknęłam na "tak".
Delikatnie ściągnął ze mnie górną część garderoby i przyciągnał do siebie, aby "oddać mi trochę ciepła".
Całował mnie delikatnie po szyi i karku , robiąc gdzieniegdzie  malinki.
Delikatnie gładziłam chłopaka po plecach, gdy położył mnie na łóżko.
Zdjęłam jego koszulkę.
Nasze oddechy przyśpieszyły.
Rozpoczął serię słodkich pocałunków , w kierunku ucha.
Zaczął wodzić palcem po mojej talii.
-Kocham Cię.-usłyszałam.
Zaczął rozpinać moje spodnie.
Zetknął nasze czoła , później powiedział coś śmiesznego i zaśmialiśmy się oboje.
Przyciągnął moją nogę do swojego biodra , a ja ściągnęłam jego spodnie.
Zjechał rękoma nisko pod mój brzuch.
Miał gorące dłonie.
Słodkie było to, że nie był nachalny.
Liczył się z każdym, moim najdrobniejszym gestem.
Odsunął niesforny kosmyk z mojego czoła za ucho i przesunął palcem wzdłuż mojej twarzy.
Pociągnęłam palcami po jego włosach, gdy rozpiął mój stanik.
Zaczerwieniłam się i próbowałam zasłonić się rękoma.
-Masz piękne ciało Kate, nie wstydź się go.
Zabrał moje ręce i powędrował dalej.
"Strzeliłam" gumką od jego bokserek.
Próbowaliśmy coś powiedzieć, ale nic nie wychodziło z naszych gardeł.
Jedyne, co zdołaliśmy szeptać to nasze imiona.
Zachowywaliśmy się tak, jak byśmy zapomnieli o reszcie świata.

Wena wróciła, nie wiem czy zauważyliście. :*


piątek, 9 maja 2014

♥-♥

Pewnie spodziewałyście się kolejnej notki, ale nie .
Przepraszam . Zawieszam bloga , na czas niekreślony.

Nie wiem ile będzie to trwało, po prostu skończyły mi się wena, pomysły?
Widzę, że mój blog się nie sprawdza.
Może kiedyś wrócę.
Kocham mocno.
Alexx.

piątek, 2 maja 2014

017.

To było takie miłe i słodkie. Zaniosłam ją na rękach do kuchni i posadziłam małą na blacie.
-To jak, Jazmyn, pomożesz mi dokończyć sałatkę?
Pokiwała główką i dorzuciła do sałaty makaron.
Ja dorzuciłam tam malutkie pomidorki koktajlowe.
-To chyba już.-uśmiechnęłam się i odstawiłam Jazzy na ziemię.
Mała zabrała mi sałatkę i ruszyła z nią do jadalni, w której Justin rozmawiał ze swoją mamą.
-A co niesie nasza mała kucharka?-zapytał i zaśmiał się, a Pattie razem z nim.
-Podano do stołu. -powiedziałam stawiając na stole talerz z wędzonym łososiem.
Nałożyłam każdemu po sporym kawałku ryby i zaczęliśmy jeść.
Po skończonym posiłku posprzątałam po wszystkich i podałam deser.
Siostrzyczce Jusa , aż oczy się zaświeciły gdy podałam jej talerz z musem czekoladowo-truskawkowym.
Obiad zleciał nam bardzo szybko. Potem oprowadziliśmy Pattie i Jazz po domu .
Zanim się obejrzeliśmy była 19.
Zrobiłam szybko kolację i zaproponowałam, żeby zanocowały.
-Nie chcemy robić kłopotu.
-Zapewniam panią, że to żaden problem.
-Justin!-powiedziała Jazz wyciągając rączki w jego kierunku.
Chłopak wziął ją na ręce.- Dobranoc , mamo! Pa Kate.
Zaśmiałyśmy się a Justin poszedł położyć małą do pokoju.
-Chyba nie mamy wyboru.-powiedziała.
Wróciłam do kuchni , ale zatrzymała mnie jej ręka , oplatająca moje ramię.
-Dziękuję.-powiedziała , przytulając mnie.
-Ale to był tylko obiad...-palnęłam.
-Chodzi o to co zrobiłaś dla mojego syna Kate.
On jest szczęśliwy dzięki Tobie.
A ja jestem szczęśliwa, bo znalazł właściwą dziewczynę.
 Jesteś dla niego idealna-powiedziała i skierowała się w kierunku schodów.
Ja idealna?
Chyba się przesłyszałam.
Stałam tam jak wryta przez dłuższą chwilę, dopóki nie przyszedł Justin.
-Kochanie, wszystko w porządku?-zapytał.
-Twoja mama... powiedziała, że... jestem dla Ciebie.... idealna.-wymamrotałam.
-Nie myli się.-powiedział podchodząc do mnie i stykając nasze nosy.
-Posprzątam.-odpowiedziałam, chowając talerze do zmywarki.
Ruszyłam na górę wziąć kąpiel.
Jazz i Justin leżeli w pokoju gościnnym.
Mała już spała, a Justin kiedy tylko zobaczył mnie zaglądającą przez drzwi, wstał.
-Masz cudowną rodzinę.-wyszeptałam zamykając drzwi.
-I dziewczynę też.-odszepnął, ukazując rząd śnieżnobiałych zębów.
-Dobra, a czemu mi tak słodzisz Justin?
-Ja Cię po prostu kocham.
-Ja Ciebie też skaarbie- przeciągnęłam. - Bardzo. Ale chodź spać.
-Skarbie.-wymruczał mi do ucha ,a wzdłuż mojego kręgosłupa przebiegły dreszcze.
-Nie wiem jak ty, ja idę spać.
-No , ale..
-Dobranoc.-cmoknęłam powietrze i otworzyłam drzwi do sypialni.
-Nie tak szybko.-usłyszałam i zostałam tam brutalnie wepchnięta.
Ręce chłopaka spoczęły na mojej talii, chłopak całował mnie i delikatnie ssał moją szyję.
Ręce powędrowały na zamek mojej sukienki.
Prawie ją rozsunął, ale go powstrzymałam.
-Skarbie , obok jest twoja mama.
-Nie przesadzasz?-kontynuował pocałunki.
-Nie chcę wyjść na twoją mamą na..
-Nie kończ.
Ale obiecaj mi... że niedługo to zrobimy.
Nie odpowiedziałam , tylko uśmiechnęłam się zadziornie.
 Ale w głębi duszy, byłam już zdecydowana.
Po szybkim prysznicu wyszłam, a ręce chłopaka oplotły mnie w talii.
Odwrócił mnie do siebie.
Zetknął nasze czoła i usta.
Dla mnie, nie był bożyszczem milionów, z kupą kasy.
Dla mnie był moim Justinem.
Ja dla niego byłam jego Kate.
Byliśmy tylko my, jakby nikt inny nie istniał.
Jakby czas się zatrzymał.
Ale nam to nie przeszkadzało.
Bo byliśmy razem.



Cześć i czołem misie :* Co u was? Przepraszam, trochę mnie nie było. Wybaczycie?
 :*
Dziękuję za 8k ♥ To dla mnie wiele znaczy! Podobają wam się gify na końcu?
Dawać takie po każdym rozdziale?
 Ale trochę tu słabo z komentarzami.
Dacie radę coś z tym zrobić? Liczę na was ♥
Kocham
~Alexxx

środa, 16 kwietnia 2014

016.

Moment! Dlaczego to brzmiało jak pożegnanie?!
Zanim zdołałam cokolwiek powiedzieć, usłyszałam dźwięk, oznajmiający, że połączenie zostało przerwane .
Wybiegłam wprost do samochodu.
 Jechałam jak szalona.
Kiedy wpadłam do salonu Jus klęczał na kolanach z wielkim bukietem róż.
Czerwonych, moich ulubionych.
-Wybacz mi proszę.- Powiedział , a z jego oczu pociekł słone łzy.
-Chcę tylko wiedzieć....- powiedziałam łamiącym się już głosem.- Czy to zrobiłeś?
Spuściłam głowę , a po moich policzkach popłynęły swobodnie łzy.
-Nie. Nie zrobiłem tego. Musisz mi uwierzyć,skarbie.
-Wierzę Ci.-szepnęłam, na tyle słyszalnie, aby mógł mnie usłyszeć.
Podbiegł do mnie i cholernie mocno mnie przytulił.
Jego usta brutalnie wpiły się w moje.
-Tak bardzo przepraszam...-powiedział przyciskając mnie mocno do siebie.
 -Justin ,boli.-powiedziałam.
-Przepraszam.-odparł rozluźniając uścisk, ale mimo to pozostawiając mnie w swoich ramionach.
Pierwszy raz od wielu dni czułam się przy nim tak cholernie bezpiecznie.
 W ogóle bezpiecznie.
-Zaprosiłem na jutro mamę.-szepnął.-Jazzy też.
-Czyli rozumiem, że mam się zmyć.
-Nie skarbie.
 Masz tu być.
 I być sobą.
Już dawno chciałem, abyście się poznały.
-Serio chcesz, abym poznała twoją mamę?
-Oczywiście. Ale , czy wybaczyłaś mi?
-Gdybym tego nie zrobiła , byłabym tu?
Stałabym tu w twoich ramionach, czując się tak cholernie bezpiecznie?
-Nawet nie wiesz, jak się z tego cieszę.-powiedział, puszczając mnie wreszcie.
-Wiesz, niedługo święta, to taki magiczny czas..
-Chcesz pojechać po choinkę? Pojedziesz pojutrze.
-Widocznie nie mam wyboru...
Byłam mega śpiąca więc szybko położyłam się do łóżka...
***
Wstałam wcześnie rano i wyplątując się z objęć chłopaka, wyszłam do łazienki.
Zdjęłam z siebie jego za dużą koszulkę i bieliznę, którą miałam pod nią.
Wskoczyłam pod prysznic , pod którym dokładnie namydliłam się jaśminowym żelem.
Zmoczyłam głowę i umyłam ją szamponem o tym samym zapachu.
Wyszłam z łazienki, szczelnie okryta ręcznikiem.
Pomknęłam do garderoby gdzie założyłam bieliznę, zwykłe szare dresy i za dużą białą koszulkę z dekoltem w literkę V.
Przemaszerowałam z mokrym ręcznikiem w dłoniach , z powrotem do łazienki, tym razem aby wysuszyć włosy.
 Kończąc czynność zobaczyłam wchodzącego do łazienki zaspanego Justina.
-Powinnaś częściej chodzić w moich ubraniach, księżniczko.
-Tak, tak. Lecę do sklepu, twoja mama lubi makaron?
-Uwielbia.
-A o której będzie?
-Zapowiadały się na 13.
Spojrzałam na zegarek, była dopiero 8.00.
Pożegnałam chłopaka całusem .
Ubrana wyszłam z domu i wsiadłam do samochodu.
Podążyłam w stronę największego marketu w naszym mieście.
 Ponieważ było jeszcze stosunkowo wcześnie, bez problemu znalazłam miejsce na parkingu, jeszcze pustym o tej porze.
Weszłam do marketu, biorąc duży wózek na kółkach.
Zakupy nie zapowiadały się małe.
Po zrobieniu ogromnych zakupów i załadowaniu wszystkich toreb do bagażnika mojego Range Rovera.
 Dojechałam do domu , o godzinie 9:30.
Jak na zawołanie wybiegł z niego Jus i pomógł mi wziąć zakupy do domu.
 Kiedy tam weszłam , oniemiałam.
 Cały bałagan, jaki zastałam tu wczoraj, przyjeżdżając do niego znikł.
Wszystko było pięknie wysprzątane, jak w reality-show.
Czy ja jestem w jakiejś ukrytej kamerze? -pomyślałam.
Rozpakowaliśmy wszystkie zakupy i wzięłam się za gotowanie.
Związałam włosy w niechlujnego koka.
Podśpiewując, przechodziłam w poczyniałam kolejne kroki w przygotowaniu potraw.
Kiedy wszystko było już gotowe , przyszedł Justin.
Miał na sobie czarną bokserkę i czerwone spodnie z krokiem.
-Teraz ja idę się wyszykować.-zdzieliłam go ścierką po rękach, kiedy spróbował podjeść trochę deseru.-Jak tu wrócę, to wszystko ma stać tak jak było!-powiedziałam.
Pobiegłam na górę i weszłam pod prysznic, powtórzyłam poranne czynności.
Ubrana w czarną ołówkową spódnicę,oraz białą koszulową bluzkę, zeszłam na dół.
Chłopak właśnie otwierał drzwi swojej mamie i młodszej siostrzyczce.
-Mamo!-wykrzyknął, całując ją na powitanie. - Jazzy! Nawet nie wiecie jak się za wami stęskniłem.-wziął małą na ręce.
Podeszłam do nich przedstawiając się.
-Witam. Nazywam się Kate.
 Justin wiele o Pani opowiadał.
-Nie bój się skarbie, ja nie gryzę.
Mów mi Pattie.
Miło Cię wreszcie poznać.
 -Miło mi poznać.
-Jazzy!-zawołał Justin dziewczynkę, a ona podbiegła i wskoczyła do niego na ręce.
-Kto to?-zapytała wskazując na mnie swoim małym paluszkiem.
-Wiesz, mała.
To jest kobieta, która na dobre zawładnęła moim sercem.
-Ceśc- powiedziała malutka wyciągając rączki w moim kierunku.
Wzięłam ją na nie delikatnie, a ona mocno przytuliła się do mnie.
----------------------------------------------
 Kate nareszcie poznaje Pattie :)
Jak wam się podoba nowy wygląd tego bloga?

sobota, 5 kwietnia 2014

015.

DLA KINI ♥
Posadzona przez przyjaciela na krześle, spytałam:
-Obiecujesz? Brałeś Leon, z tego nie wychodzi się od tak.-pstryknęłam palcami.
-Obiecałem ci coś 3 lata temu.
*FLASHBACK*
James ścigał Leona od 3 miesięcy,aby zwrócił mu kasę za kokainę.
Łącznie ok. 3000 $.
W końcu chłopak nie miał za co spłacić długów.
Kate pożyczając mu oszczędności uniknęła śmierci najbliższego przyjaciela.
 W tamtym momencie obiecał jej,że już nigdy nie weźmie, i jak na razie dotrzymywał słowa.
*END OF FLASHBACK*
-Wierzę Ci.-odpowiedziałam przypominając sobie wydarzenie sprzed lat.
-Dziękuję, nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy.-odparł,przytulając mnie.
-Powiesz mi , co on od ciebie chciał?
-Żebym wrócił i pomógł mu rozprowadzać narkotyki.
-Nie możesz tego zrobić.-uniosłam się.
-I nie zrobię.
-Cieszę się.-powiedziałam, kończąc tymi słowami, rozmowę.
Dopiero teraz rozejrzałam się po kuchni.
Była bardzo przestronna.Ciemny blat idealnie współgrał z jasnymi frontami szafek.
Na środku stała wielka wyspa. Oddzielona , ale mimo to w tym samym pomieszczeniu znajdowała się skromna jadalnia.
Po całej kuchni roznosiły się świetne zapachy.
Leon przygotował makaron z kurczakiem i śmietanowym sosem.
Uparłam się, że pozmywam.
Potem przeszliśmy do salonu i oglądaliśmy film.
-Leon... chciałabym, aby nikt nie dowiedział się o naszym dzisiejszym pocałunku.
To był impuls.... to nie powinno mieć miejsca-powiedziałam chowając twarz we włosach.
-Postąpiłem niekulturalnie całując zajętą już dziewczynę. Nikt się o tym nie dowie.
-Dzięki.-w tym momencie film się skończył.
Pożegnałam się z przyjacielem wracając do "mojego" pokoju.
Na jutro miałam zaplanowane zakupy z Marylin.
Wzięłam orzeźwiający prysznic.
Po długim oczekiwaniu sen zabrał mnie w swoją krainę.
*Rano*
Wstałam rano.
Spojrzałam na zegarek który wskazywał kilku minut po ósmej.
Zwlokłam się z łóżka ,idąc w stronę łazienki.Wzięłam z torby bieliznę, spodnie w chabrowym kolorze ,chustę w tym samym kolorze,  T-shirt z nadrukiem, kobaltową torbę, oraz wysokie szpilki i biżuterię.  Zeszłam na dół ,do kuchni szykując sobie i przyjacielowi śniadanie. Zjadłam swoje i umyłam zęby, pisząc karteczkę Leonowi,życząc mu miłego dnia.
Wychodząc, złapałam mój jasny płaszcz.
Pod domem czekała już moja przyjaciółka.
-Siemka-rzuciła.
-Heej . -powiedziałam- Co tam?
-Spoko, to jak , gdzie jedziemy?
-W sumie mamy już koniec Listopada. W Macy's powinny być wyprzedaże.
-Okej. Kierunek Macy's.
 -Po kilku minutach zadzwonił mój telefon.
Nieznany numer.
-Witam. Czy rozmawiam z Panią Jones?
-Tak, a  o co chodzi?-odparłam.
-Nazywam się Scooter Braun i chodzi o Justina.
Przęłknęłam głośno ślinę. O co mogło chodzić?
O co mogło chodzić?!
-Jak mogę panu pomóc?
-Nie odzywa się.Zamknął się w domu,nic go nie obchodzi i nie odbiera naszych telefonów.
Ostatni raz widzieliśmy go na tamtej imprezie.
-Czy boi się pan,że coś się stało?
-Tak, i to nawet bardzo.
-Dobrze, sprawdzę, co się z nim dzieje i zadzwonię do pana.
-Dziękuję.
Moja przyjaciółka słysząc całą rozmowę, skręciła w kierunku naszego Justina domu.
Pod domem poprosiła, żebym zaczekała , bo za moment wrócę.
Odpowiedziała zdawkowe "okej".
Weszłam do domu.
OKROPNIE śmierdziało , w salonie walały się pudełka z pizzą i butelki po alkoholu.
Weszłam na górę , bo na dole nigdzie go nie było.
Przeszłam przez wszystkie pokoje , a na końcu weszłam do sypialni.
Odwrócony plecami do drzwi leżał On.
Podeszłam niepewnie bliżej.
Spał niespokojnie i nie chciałam go obudzić.
Przykryłam go delikatnie kocem.
Podeszłam do okna , które otworzyłam, aby wpuścić trochę świeżego powietrza do dusznego pomieszczenia.
Odsłoniłam rolety do połowy, przez co do ciemnego pokoju wpadło trochę słońca.
Wbrew wszystkim emocjom buzującym w moim ciele nachyliłam się nad śpiącym chłopakiem i pocałowałam go w czoło.
Poprawiłam koc i już wychodziłam, gdy poczułam mocny uścisk na ręce i osoba przyciągnęła mnie do siebie.
-Dobrze się czujesz Justin?
-Nie , jest beznadziejnie.
-No wiesz, ale jeszcze żyjesz...Więc chyba jest okej.
-Nie , nie jest.-warknął.
-Wiem, dzwonił do mnie twój manager.
-Powiedz mu,że dopóki mi nie wybaczysz, zawieszam karierę.
-Nie możesz tego, zrobić.
-Dopóki, ze mną nie będziesz i do mnie nie wrócisz, koniec z karierą.
-Zachowujesz się jak dzieciak.-skwitowałam wstając.
-Ja ciebie nie zdradziłem!-wykrzyczał.
-Wróć do pracy.-szepnęłam i wyszłam.
Wybiegłam z domu i wsiadłam do samochodu przyjaciółki.
Teraz udało nam się dotrzeć do celu.
Po kilku godzinach zakupów, nawiasem mówiąc, bardzo udanych, wróciłam do domu.
Napisałam sms-a Scooterowi ,że z Justinem wszystko okej.
Wieczorem , gdy byłam już w swoim pokoju,usłyszałam dzwonek telefonu.
Justin - wyświetliło się imię na ekranie.
-Halo?
-Wróć.-usłyszałam jego zachrypnięty szept.
-Co się stało?
-Ja... nie potrafię żyć bez Ciebie.








--------------------------------------------------
Jak wam się podoba rozdział? Beznadziejny jak zwykle. Zrobiłby mi ktoś szablon ?

niedziela, 23 marca 2014

014.

W drzwiach mieszkania Marylin moje oczy stanęły w łzach.
-Tak mi przykro,skarbie. Trąbią o tym we wszystkich mediach.
Weszłyśmy do jej mieszkania, a ona mocno mnie przytuliła.
-Błagam , nie mówcie nikomu ,że tu jestem . W szczególności J-E-M-U.
-Spoko ,mała .- Powiedział chłopak , zabierając torbę.
-Nie będę wam przeszkadzać?-zapytałam.
-Nie.-odpowiedzieli w tym samym czasie.
-To tylko na chwilę. Potem wracam do Leona.
-No dobrze.Mówiłam, przecież, że możesz na mnie liczyć.
-A co ze ślubem?
-Chaz idioto.-krzyknęła dziewczyna waląc go w głowę.
 -Ślubu nie będzie.-odparłam cicho i przytuliłam się to przyjaciółki.
Kiedy się uspokoiłam słyszałam dzwoniący telefon.
Nacisnęłam odrzuć. I tak kolejne kilka razy.
Za chwilę zadzwonił do Marylin,która ustawiła na głośnomówiący.
-Hej Justin.
-Nie ma u ciebie Kate?-zapytał zdenerwowany.
-Nie, nie ma. Coś się stało?
-Widziała artykuł który opisywał ,że rzekomo przespałem się z Anabelle.Zostawiła pierścionek i zapadła się pod ziemię.
-Znajdzie się, ale musisz dać jej czas.
-Nie odbiera telefonu,martwię się.
-Zrobiłeś to?
-Może byłem pijany, ale nie głupi!
-Zdjęcia mówią same za siebie.
-Nie zdradziłem jej!-krzyknął i rozłączył się.
Moja przyjaciółka poszła do kuchni i wróciła z kakao.
-Wierzysz mu?-zapytała.
-Sama już nie wiem.
-On cię kocha. A zresztą... Sama już nie wiem co mam o tym myśleć.
-Zadzwonić do niego?
-Myślę, że to jest najlepsza opcja.
Zadzwoniłam.
-Halo?-wykrzyknął.
-Cześć.-powiedziałam nieśmiało.
-Nie zdradziłem cię.
-Ja już sama nie wiem co myśleć Justin.
-Wróć do domu.
-Daj mi czas do namysłu.-powiedziałam rozłączając się.Odpowiadając na pytanie mojej przyjaciółki, czy jestem pewna decyzji którą podjęłam,  odpowiedziałam tylko : Nie wiem.
Większość dnia spędziłyśmy na rozmowie której od dawna potrzebowałam. W tym samym czasie sms-owałam z Leonem.
*OD: Leon*
Kiedy Będziesz?
*DO:Leon*
Nie wiem, zależy kiedy mogę.
*OD: Leon*
Kiedy tylko chcesz
 *DO:Leon*
Będę wieczorem :*
Wsiadłam wieczorem w samochód i pojechałam do mojego przyjaciela Leona.

Zajechałam pod dom ,a Leon czekał już na mnie pod drzwiami.
-Cześć-powiedział.
Moje oczy miały już wtedy ograniczoną widoczność przez łzy.Wtuliłam się w niego i płakałam.-To boli. Tak bardzo boli.-złapał mój bagaż w jedną dłoń i objął mnie ramieniem.
-Erina nie martw się. -powiedział ocierając mi łzy z twarzy.- Nie był ciebie wart.
-A gdzie twoja dziewczyna?-zapytałam.
-Ja zerwałem z Sophie. Tak będzie lepiej dla nas obojga.
-Przykro mi-szepnęłam.
-Pamiętasz moje słynne kakao na największe smutki?-zapytał. Pokiwałam twierdząco głową.
Usiadłam na wysokim stołku przy blacie i obserwowałam przyjaciela.
Po kilku minutach wykrzyknął: Voila .
Zaśmiałam się odbierając od niego kubek z gorącym napojem.
Po chwili rozmowy i wypiciu naparu Leon zaproponował mi pokazanie mojego pokoju który wyglądał mniej więcej tak.   
Pokój bardzo mi się podobał, wyglądał jak z luksusowego magazynu.
-Wystarczyłby zwykły materac.
Uznałam,że nie warto rozpakowywać wszystkich moich rzeczy i wyjęłam tylko te najpotrzebniejsze.
 Wtedy zadzwonił telefon chłopaka i mrucząc szybkie : Przepraszam, pośpiesznie wyszedł z pokoju.
Babska ciekawość wzięła górę i przez zamknięte drzwi starałam się coś podsłuchać.
Kiedy usłyszałam kroki, prędko odsunęłam się od drzwi i wylądowałam na łóżku, w tym momencie gdy chłopak wszedł do pokoju.
-Zrobię kolację. Pomożesz mi ?-spytał wyciągając rękę, którą szybko chwyciłam.
-Powiesz mi kto do ciebie dzwonił?-zapytałam.
-Nikt ważny.-odburknął pod nosem.
-Leon, powiedz mi.-upierałam się.
-James.
-Co on chciał?-stanęłam w połowie schodów.-Nie obiecałeś mu niczego tak?
-Znowu bierzesz!- wykrzyczałam.
W tym momencie chłopak podbiegł do mnie i przycisnął moje usta do swoich .
Nigdy nie całowałam Leona, ale ten pocałunek był inny,niż wszystkie inne z Justinem , czy choćby z Nicolasem.
Po chwili oderwał się ode mnie i oboje próbowaliśmy załapać oddech.
Przyciągnął mnie do siebie , jeszcze raz, ale tym razem, już nie z zamiarem pocałunku.
-Nie biorę.-wycedził przez zęby.-Skończyłem z tym.
Trzymając moje nadgarstki w żelaznym uścisku zaprowadził mnie do kuchni i posadził na krześle.

-----------------------------------------------------------------
 Jeśli pod tym postem będzie 5 komentarzy, dodam link do mojego fb.


sobota, 8 marca 2014

013.

Szczęka mi opadła. Nicolas miał z nami zamieszkać.
-Justin. Ja.. na ten czas kiedy on tu będzie wracam do domu.
-Co? Czemu?
Nie odpowiedziałam . Złapałam torbę i wybiegłam z domu.
Wsiadłam w samochód i pojechałam do Reagan, która otworzyła mi drzwi.
-Co się stało?
Musiałam wyglądać masakrycznie.
-N-ni-colas u nas m-mieszka...
-CO TY GADASZ? Jak?
-Byłam rano pobiegać , po jakiejś godzinie zadzwonił Bieber i kazał mi szybko wracać.
Nie wiedziałam o co chodzi. Po bieganiu przebrałam się i zeszłam na dół i ... zobaczyłam go. Nie wiedziałam co się dzieje.
-Już cicho. -pogłaskała mnie siostra po głowie. Idź  do łazienki i umyj twarz.
Powlokłam się do łazienki i widziałam,że wyglądam koszmarnie. Włosy uczesałam w kucyk i zaczęłam się malować. Usłyszałam krzyki.
-Gdzie ona jest?! -krzyknął Justin. -Dlaczego uciekła.
-Może dlatego , ze ten chłopak za dużo namieszał jej w życiu-odkrzyknęła siostra.-Ona się chciała przez niego zabić idioto!-słyszałam jak Reagan płakała.
Wyszłam z łazienki zobaczyłam moją siostrę płaczącą i mojego chłopaka z nijaką miną.
-Reagan.. ja mu powiem.
-Co mu powiesz?! -wykrzyknęła.- Że co, bił Cię i znęcał się nad tobą? Bo taka jest prawda!
Spojrzałam na Justina, którego oczy ciemniały. Dłonie miał zaciśnięte w pięści. Podszedł do mnie i spojrzał głęboko w oczy.
-Czemu nie powiedziałaś?
-Co miałam zrobić? Powiedzieć: O! Ten chłopak mnie bił i znęcał się nade mną psychicznie. A poza tym , co na obiad??
-Nie , nie tak.
-Ja bałam się cholernie tego, że on wróci. Kiedy z nim zerwałam, szukał mnie. Zmieniłam szkołę, dom... Bałam się,że mnie znajdzie i zz-zabije.
-Skarbie ..-Justin przytulił mnie do siebie mocno.-Chodź. Idę go wykopać z naszego domu.
Wsiedliśmy do samochodu. Jechałam przerażona.Widząc mnie Justin zacisnął  dłonie na kierownicy z wściekłości. Weszliśmy do domu . Otworzyłam drzwi i zobaczyła przechodzącego przez hall Nicolasa.
-Więc wróciłaś.-zatrzymując , uśmiechnął się.
-To  w końcu mój dom.-odparłam.
-Ja też tu teraz mieszkam.
-Pakuj rzeczy i wyjeżdżaj stąd.
-Stary wypij ziółka.
-Ty chyba wypiłeś albo wstrzyknąłeś ich za dużo , kiedy biłeś Kate!.-powiedział chłodno.
-Powiedziałaś mu , zdziro? -krzyknął i ruszył w moim kierunku.
 Nicolas ruszył z zaciśniętymi pięściami w moim kierunku. Byłam przerażona, ale Jus zastąpił mu drogę i odepchnął na bok.
-Spakuj rzeczy i więcej nie wracaj.-warknął.
-Zobaczysz. Kiedyś cię dopadnę i nawet twój rycerzyk ci nie pomoże.
-Pomóc ci wyjść? -krzyknął Justin.
Wściekły Nicolas pobiegł na górę i po kilku minutach zbiegł z torbą , trzaskając drzwiami.
Cała roztrzęsiona wtuliłam się w Justina i bezpiecznie zamknął mnie w swoich ramionach.
-Mam dziś jakąś imprezę, ale jeśli chcesz zadzwonię do Scoota i powiem mu ,że nie przyjdę.
-Nie, no co ty. Idź.
-Na pewno?
-Tak-uśmiechnęłam się.
Przytulił mnie ponownie, a ja poszłam i zaczęłam coś gotować.
-Pomożesz mi wybrać ubrania?-spytał.
-Jasne-powiedziałam wycierając ręce.
Weszłam za Justinem na piętro , do garderoby. Po wielkich bojach wreszcie zdecydował się na to.  Poprawiając mu koszulkę , zapytałam.
-Justin... Anabelle też będzie?
-Niestety. Ale nie martw się.
-Nie martwię.
Klakson.
-To po ciebie.
-Cześć.-powiedział całując mnie w policzek.
- Tylko się nie upij ! -krzyknęłam kiedy zbiegał ze schodów.
W odpowiedzi usłyszałam śmiech. Zjadłam przygotowaną kolację i włączyłam jakiś film. Kiedy poczułam się senna poszłam na górę i położyłam się spać.
Rano wstałam a mój "książę" , spał. Ubrałam się i pojechałam na zakupy spożywcze. Kupiłam też kilka brukowców.
Wróciłam do domu i rozpakowując zakupy natrafiłam na nagłówek jednego z nich. Brzmiał on:

Justin Bieber spędził noc z Anabelle Grey w hotelowym pokoju? -czy wrócą do siebie?

Nie mogłam uwierzyć. Jak to? Wzięłam torbę, której wczoraj nie rozpakowałam i po cichu opuściłam dom. Pojechałam do Marylin.
----------------------------------------
Hohohoho ale się dzieje *.*
Więc :
Wiecie już dlaczego Liz bała się Nicolasa
Ale nie wiecie co będzie dalej ♥
Zapraszam do komentowania skarbeczky  ♥

sobota, 1 marca 2014

Info

Hej Misiaki!
 Macie teraz możliwość komentowania rozdziałów z anonima.  Może dacie radę teraz komentować więcej. Dzięki ~Alexxx

czwartek, 27 lutego 2014

012.

Nie wiem co chciał usłyszeć. Nie wiem co miałam powiedzieć. W gardle rosła mi gula.
-N-nie.-wyszeptałam.-Przepraszam.-powiedziałam a łzy popłynęły po moich policzkach.
-Gdyby...gdyby ci się udało.. Ja nie darowałbym sobie
-Nic mi nie jest.-pocałowałam go w nos.-Jutro wychodzę i zaczniemy przygotowania do ślubu.Oczywiście jeśli jeszcze mnie chcesz.
-Najbardziej na  świecie.
-Jak było u rodziny?
-Bardzo mi cię brakowało i tęskniłem.
-Mam prośbę , pójdziesz po lekarza?
-Coś się stało? Gorzej się poczułaś?-zapytał z troską.
-Nie,chcę z nią tylko porozmawiać.-uspokoiłam go.
-Okej. Idę po nią.-uśmiechnął się i puścił moją dłoń.
Wyszedł. Czekałam na nich kilka minut.
-Witam. Słyszałam,że chcesz mnie widzieć.
-Tak,dziękuję. Justin,czy mógłbyś...
-Ok.-odpowiedział niechętnie i wyszedł.
 -Czy jest możliwość ,abym opuściła szpital już dziś?
-Wie pani, nie widzę przeciwwskazań.
-Czy mogłaby pani przygotować wypis? Siostra odebrałaby go.
-Dobrze.
-Dziękuję za pomoc,proszę pani.
-To mój obowiązek-odpowiedziała,kiedy Reagan wbiegła do sali.
-Przeszkadzam?-spytała.
-Nie.Reagan,pójdziesz z panią po wypis?-zapytałam.
-Jasne. A ty się przebierz.
-Ok.Powiedz mu,żeby nie wchodził dopóki go nie zawołam.
Pokiwała głową. Przebrałam się i zawołałam mojego narzeczonego.
-Weźmiesz moją torbę?-spytałam.
-Po co?
-No a mam tu ją zostawić?
-Wychodzisz?-zapytał.
-Tak.
Do pokoju weszła Reagan i pomachała mi wypisem przed twarzą.
Justin złapał mnie za rękę i wyszliśmy z sali.
Dał mi swoje okulary , mówiąc ,że jest ostre słońce.
Wyszliśmy ze szpitala ,gdzie stali paparazzi. Nie przejęłam się nimi i skierowałam się z Justinem do jego samochodu. Kiedy wsiedliśmy powiedział:
-Nie miałem pojęcia ,że się tu pojawią. Przepraszam.
-To nie twoja wina. Nic się nie stało.Możemy już jechać?
W ciszy ruszyliśmy do domu. Weszłam do domu i wzięłam torbę od Justina.Poszłam do pralni i wrzuciłam wszystkie ciuchy do pralki. Kiedy wróciłam Justin zamawiał pizzę.
-Jaką chcesz?-szepnął.
-Zdam się na ciebie.-uśmiechnęłam się i poszłam do kuchni ,wstawiając wodę na herbatę.
Po 15 minutach przyjechał dostawca.
-Ja pójdę-powiedziałam , biorąc portfel od Justina.
Podeszłam do drzwi i otworzyłam je.
-Dzień dobry .-powiedziałam.
-Witam-odwrócił się chłopak,a mi się zrobiło słabo. Przypominał mi osobę o której chciałam zapomnieć.Nicolasa.-Kate? -spytał.
-Ile płacę? -starałam się zmienić temat ponieważ już wiedziałam, że był to Nicolas.
 -Nie poznajesz mnie?
 -Ile płacę ?-ponowiłam pytanie.
 -24$
 Wręczyłam dostawcy należność i nim zamknęłam drzwi ,usłyszałam:
-Życzę smacznego .
Boże, to był on.
Ruszyłam do salonu ,gdzie Justin czekał z herbatą.
Przyniosłam talerze i rozmawiając zjedliśmy całą pizzę.
Wstałam i zaczęłam sprzątać.Nie wspomniałam ani słowem o dostawcy.
-Kiedy zaczynasz próby ?-zapytałam.
-Pojutrze.
-Justin...
-Tak skarbie?
-Czy ty no wiesz... Chcesz się jeszcze ze mną ożenić?
-Czemu pytasz?
-Bo chcę być pewna,że tego chcesz,
-Chcę . Najbardziej na świecie.
-Ale będziesz mnie opuszczał.
-Co ty mówisz??
-Trasy,koncerty,próby.. Nie będziesz miał dla mnie czasu.
-Ejj.
-Nie.-uniosłam rękę.-Idę spać.
Po drodze wrzuciłam śmieci do kosza.
Zasnęłam szybko.
*RANO*
Wstałam , podczas gdy on jeszcze spał.
Ubrałam się na sportowo.Wzięłam telefon i słuchawki i poszłam biegać.
Po około godzinie, zadzwonił i zobaczyłam na wyświetlaczu twarz Justina.
-Halo?-odebrałam.
-Gdzie ty jesteś.
-Na pewno nie tam gdzie ty, huh?
-Nie wygłupiaj się i powiedz , gdzie jesteś.
-Biegam.
-Wróć szybko.
-Coś się stało?
-Po prostu wróć chciałbym ci kogoś przedstawić.
-Ok.
Po 30 minutach szybkiego biegu,byłam w domu.
Wbiegłam na górę wprost do łazienki.Weszłam pod prysznic,przebrałam się i umalowałam.
Zbiegłam na dół do kuchni i zamarłam. Justin rozmawiał z NICOLASEM.
Pobladłam.
-Justin.
-Wszystko w porządku? -spytał.
-Dasz mi coś do picia??-podał mi szklankę z napojem.
-Chciałbym ci kogoś przedstawić. To jest Nicolas , mój kumpel, i on .. wiesz , nie ma gdzie mieszkać. Zaproponowałem mu,żeby zamieszkał z nami.
--------------------------------------------------------------------------------------------
CO TEN JUSTIN ZROBIŁ???
A CO WY MYŚLICIE, DLACZEGO LIZ NIE LUBI NICOLASA?
#HAPPY20BIRTHDAYJUSTIN ♥♥
Kocham.

 
Nicolas Doneck
JAK MYŚLICIE KIM JEST NICOLAS I DLACZEGO LIZ CHCIAŁA O NIM ZAPOMNIEĆ?
JEŚLI CZYTASZ TO SKOMENTUJ ♥
KOMENTARZE SĄ DLA MNIE BARDZO WAŻNE. NIE CHCĘ WAS SZANTAŻOWAĆ POSTAMI TEGO TYPU :
JEŚLI BĘDZIE ILEŚTAM KOMENTARZY TO DOPIERO DODAM KOLEJNY ROZDZIAŁ, ALE CHYBA BĘDĘ MUSIAŁA :33
A NO I JESZCZE JEDNO: WIEM, ROZDZIAŁ BEZNADZIEJNY.
KOCHAM WAS ~Alexxx

poniedziałek, 24 lutego 2014

011.

 Specjalnie dla Wiki M. Dziewczyny która śledzi mnie od początku ♥♥♥
Zobaczyłam Reagan z walizką.
-Hej skarbie,nie chciałam ,żebyś sama tu siedziała.
-Dzięki Reagan.-powiedziałam całując siostrę w policzek.
-Tak więc , masz mnie na głowie przez cały ten czas kiedy Justina nie będzie.
-Cieszę się ,że tu jesteś.-powiedziałam tuląc się do niej.
-Hej sis. Co się stało?
-On wyjechał przeze mnie. To wszystko moja wina jak zawsze.
-Skarbie , to nie twoja wina. Wszystko będzie dobrze. On wróci.
-Mam taką nadzieję. -pociągnęłam nosem.
-Ej! Uszy do góry? Co oglądasz?-zawsze potrafiła zręcznie zmienić temat.
-Never Say Never.
-Chodź obejrzymy jakąś komedię.
-Napijesz się czegoś ? Zjesz coś?-spytałam.
-Masz wodę?
-Tak.-odwróciłam się i ruszyłam w kierunku kuchni.
Ze szklankami były jakieś leki. Do głowy wpadł mi głupi pomysł. Może to zrobię? Ułatwiłabym życie wszystkim. Justinowi w szczególności. Zobaczyłam co jest napisane na opakowaniu. LEKI NASENNE.Dobrze trafiłam -pomyślałam.
Nie myśląc długo wysypałam garść pastylek na rękę i zapiłam je wodą.
Były bardzo mocne ,bo po chwili zakręciło mi się w głowie i upadłam.
Ostatnie co usłyszałam to krzyk Reagan.
*NIE WIADOMO ILE CZASU PÓŹNIEJ*
Otworzyłam oczy i oślepiło mnie jaskrawe światło.
To na pewno nie było żadne pomieszczenie w naszym domu.
Wyglądało to jak szpital.
W sali nie było nikogo oprócz kobiety wyglądającej na lekarkę.
-O wybudziłaś się, jak się czujesz?
-Myślę ,że dobrze. Może mi pani powiedzieć co się stało? Nic nie pamiętam....
- Otóż próbowałaś popełnić samobójstwo i przedawkować leki nasenne. Jak się okazało bardzo mocne. Doznałaś wstrząsu mózgu i zapadłaś w śpiączkę farmakologiczną.
-Może mi pani powiedzieć, kiedy to było?
-Miesiąc temu. Pani siostra siedziała tu cały czas ale teraz, wyszła do toalety.
-Dziękuję Pani.-odpowiedziałam i lekarka wyszła.
Zamknęłam oczy . Miesiąc... to tak długo.
-Katerine ?-usłyszałam głos siostry.
-Reagan.-powiedziałam.
-Wybudziłaś się!-krzyknęła przytulając mnie mocno do siebie.
-Ał... -jęknęłam z bólu.
-Przepraszam.-odpowiedziała szybko się odsuwając.
-Gdzie jest Justin?
-Postanowiliśmy nic mu nie mówić. Sprawy rodzinne wyglądały poważnie i nie chcieliśmy go od nich odciągać.
-Czyli on nic nie wie?-chciałam się upewnić.
-Dzwonił codziennie ale się wykręcaliśmy. Mówiliśmy ,że wyszłaś na spacer,jesteś pod prysznicem itd.
-To dobrze-odetchnęłam z ulgą.
-Dzwoni Joshi. Tak?-odebrała.
Podeszła na chwilę do okna i po paru minutach zakończyła rozmowę.
-Wrócił... -wyszeptała.
 Byłam przestraszona i szczęśliwa jednocześnie.
-Nie mógł cię znaleźć,więc przyjechał do nas,-kontynuowała.-Joshi wszystko mu powiedział. Już tu jedzie.
-Możesz się dowiedzieć,kiedy będę mogła wyjść?
-Nie wiem najprawdopodobniej jutro.
-Czy mogłabyś pojechać po moje ubrania?
-Oczywiście już jadę.-powiedziała , pocałowała mnie w policzek i wyszła z sal zamykając drzwi.
Wpatrywałam się tępo w okno i po około 10 minutach do sali wpadł Justin.

-Skarbie!-krzyknął zdyszany.
-Cześć Justin, co u ciebie?
-Czemu mówisz tak, jakby się nic nie stało? Czemu mi nic nie powiedzieli?
-Skąd mam wiedzieć?-spytałam ostro.
-Dlaczego..dlaczego chciałaś to zrobić?
-Chciałam ci ulżyć. Chciałam, żebyś w końcu był szczęśliwy. Żebyś w końcu nie miał ze mną problemów.
-Czemu uważasz, że nie jestem z tobą szczęśliwy, że mam przez ciebie problemy? Jak w ogóle mogłaś tak pomyśleć?
-Wyjechałeś, nie chciałeś mnie zabrać ze sobą.Poczułam się odtrącona i niechciana.
-Spójrz na mnie.
-Tak?-odparłam spoglądając mu w oczy.
-Czemu nie zadzwoniłaś?
-No patrz , tak się składa , że byłam w śpiączce i nie jestem jasnowidzem, żeby zadzwonić przed tym wydarzeniem i cię uprzedzić.-odpowiedziałam sarkastycznie.
-Kiedy będziesz mogła wyjść?-spytał siadając przy mnie.
-Podobno jutro.
-Nie mogę uwierzyć, że nie zadzwonili.
-Przepraszam-wyszeptałam unikając jego wzroku.
-To wszystko moja wina.
Przez krótką chwilę zastanowiłam się, jak głupie zdanie wypowiedział przed chwilą.
-Nie mów tak.-złapałam go za rękę i ścisnęłam ją na znak tego, że mówi o sobie źle.-To nie twoja wina.
-Czy gdybym powiedział ci  wcześniej, zrobiłabyś to?-spytał,a ja nie wiedziałam co mu odpowiedzieć.
--------------------------------------------------------------------------------------------------
Dziękuję ,że czytacie tego bloga , to dla mnie naprawdę ważne. Jednak mam do was jedną prośbę. Zostawiajcie komentarze,bo wtedy wiem, czy mam go pisać dalej,a szczerze wam powiem, że myślę,aby przestać to robić. Jeśli chcecie się czegoś dowiedzieć , to macie tu mój link do tt.
Twitter

niedziela, 26 stycznia 2014

010.

Wstał i przytulił mnie.
-Nawet nie wiesz , ile to dla mnie znaczy.Chcę ci coś powiedzieć. A raczej zagrać i zaśpiewać-uśmiechnął się.-Tę piosenkę napisałem kiedy ciebie nie było już na wakacjach.-zaczął.-Specjalnie dla ciebie.
(Justin zaczyna grać ATM.)
Łzy zaczęły mi ściekać po policzkach.Kiedy skończył ,przytuliłam go mocno i otarłam łzy.
-Justin. Tak mi głupio.
-Nie powinienem-zaczął.
-Właśnie zobaczyłam ile tak naprawdę dla ciebie znaczę-szepnęłam, a łzy znowu zaczęły ściekać mi po policzkach.
-Zapamiętaj. Zawsze będę cię kochał.
-Nie mów tak,jakbyś się żegnał.
-Jadę do rodziny na kilka miesięcy.
-Co? Kiedy? Gdzie?
-Dziś po południu.
-Weźmiesz mnie ze sobą?
-Nie mogę, to 3 miesiące.
-Dobra. Jedź. Tylko dlaczego powiedziałeś mi to tak późno?-powiedziałam z wyrzutem.
Wbiegłam do łazienki i zamknęłam się w niej.
-Otwórz !-krzyknął.
-Jedź. Nie musimy się żegnać.
-Błagam,otwórz!-krzyknął.
-Idź stąd Justin. Pakuj się.
Usłyszałam walenie w drzwi.
-Otwórz!-krzyknął.
Zaczęłam się go bać,ale nie otworzyłam.
-Otwórz albo wyważę te cholerne drzwi!
-Nie wpuszczę cię ,jeśli będziesz na mnie krzyczał!-powiedziałam powoli otwierając i uciekając w kąt.
Wbiegł. Chciał mnie przytulić.Powiedzieć,że wróci.Ale ja wybiegłam do sypialni i zamknęłam się. Płakałam. Ostatnią łzę otarłam wierzchem dłoni gdy widziałam ,jak jego samochód znika za rogiem.
Ubrałam się i zeszłam na dół. Do kuchni, gdzie na stole leżał list.

Nie chciałem takiego pożegnania.
Nie miałem zamiaru wywoływać TĄ informacją kłótni.
Chciałem powiedzieć ci to wcześniej,naprawdę...
Tylko,że nie wiedziałem jak.
Kiedy w końcu to powiedziałem,zrozumiałem,jak bardzo nie chcę cię tu samej zostawiać.
Ale muszę wyjechać.
Pamiętaj, że jesteś  dla mnie najważniejsza skarbie.
Kocham cię.
                         Justin
Kiedy go przeczytałam całkowicie się rozkleiłam. Musiał wyjechać,ale dlaczego bał się mi o tym powiedzieć.Dlaczego było mu tak trudno to zrobić??
Zjadłam śniadanie i zadzwoniłam do niego,ale nie odbierał. Zgaduję,że się obraził i zwyczajnie nie chciał ze mną rozmawiać.Poszłam do Reagan ,ale zapomniałam wziąć komórkę. Wróciłam po 20 i zobaczyłam na wyświetlaczu wiele połączeń nieodebranych od Justina. Nie zależało mi, żeby oddzwonić więc poszłam szukać film. Wtedy zadzwonił ponownie.
-Halo Kate?
-Nie,Anabelle - odparłam zirytowana. - Oczywiście,że ja.
- Dlaczego nie odbierałaś? Martwiłem się.
- Byłam u Reagan.-odpowiedziałam trochę milej.
-To dobrze, bo martwiłem się,że coś ci się stało.
-Yhm?
-Zapomniałbym. Mam świetną wiadomość.
-Słucham.
-Będę wcześniej.
-Cudownie. Nie mogę się doczekać. Ale wcześniej.. To znaczy kiedy?
-Za miesiąc.
-Świetnie.
-Kate?
-Tak?
-Coś się stało?
-Nie, wszystko jest ok.
-Na pewno?
-Tak ,nie martw się-zakończyłam rozmowę i rozłączyłam się.
Włączyłam film ,kiedy ktoś zapukał do drzwi . Otworzyłam je i zobaczyłam Reagan.
-Pomyślałam, że przyda ci się towarzystwo.- uśmiechnęła się i weszła.

piątek, 3 stycznia 2014

LBA ♥

Miśki, właśnie dostałam informację,że mój blog został nominowany do LBA. Gdyby nie wy ,nigdy by się to nie zdażyło. Dziękuję bardzo. Kocham Was !
Nominację otrzymałam od bloga : http://olxaa.blogspot.com ♥ Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę''. Jest przyznawana dla blogerów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań.
Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.







1.O czym jest twój blog?
Mój blog opowiada historię miłości Justina Biebera i Elizabeth Jones
2.Gdzie chciałabyś/chciałbyś mieszkać?
Moim wymarzonym miejscem zamieszkania był i zawsze będzie, Paryż we Francji.
3.Gdybyś miał jeden dzień z gwiazdą,jaką byś wybrał/wybrała?
Myślę,że moje urodziny.
4.Co według Ciebie jest najważniejsze w drugiej osobie?
Zawsze zwracam uwagę na charakter.
5.Skąd pomysł na nazwę bloga?
To fragment piosenki mojego idola- "Heartbreaker"
6.Twoje 3 ulubione blogi to..?
http://7minutes-tlumaczenie.blogspot.com 
 http://olxaa.blogspot.com
 http://let-it-go-sweetie.blogspot.com/
7.Co sądzisz o moim blogu? 
Uwielbiam !
8.Chciałbyś/chciałabyś co w sobie zmienić? (jak tak,to co?)
Każdy człowiek jest inny, i na swój sposób wyjątkowy. Nie zmieniłabym nic.
9.Jaki jest twój styl?
Artystyczny.
10.Co najbardziej lubisz jeść?
Lody *_*
11.Gdzie spędziłaś swoje najlepsze wakacje? 
W górach. Kompletne pustkowie :)
MOJE NOMINACJE :
1. http://paulina3137.blogspot.com/
5. http://padryg.blogspot.com/
8.
9.
10.
hanchaeya.blogspot.com
11.
  http://let-it-go-sweetie.blogspot.com/
PYTANIA DLA WAS:
 1.Jak się nazywasz?
2. Dlaczego zaczęłaś pisać bloga?
 
3.1D VS Justin Bieber ?
4.Podoba ci się mój blog?
5.Ile masz lat?
6.Ulubiony film?7.Lubisz Miley Cyrus ?8.Czytasz mojego bloga ?9.Ulubiony aktor/aktorka?
10.ulubiony piosenkarz/piosenkarka?


poniedziałek, 30 grudnia 2013

009.

Oglądając ten poruszający film z Justinem u boku... Poczułam się tak bezpiecznie. Nigdy nie wierzyłam,że potrafiłabym się w kimś zakochać i to tak mocno. Chyba też, ze wzajemnością.
-Justin...
-Tak ,księżniczko?-spytał,patrząc mi w oczy.
-Czy wiążesz ze mną swoją przyszłość?
-...
-Przepraszam nie powinnam pytać.
-Nie, to dobrze,że spytałaś. Ale wiesz,skarbie.. Ja nie wiem co ze mną będzie jutro, a co dopiero za kilka lat. Ale mogę ci powiedzieć jedno. W mojej przyszłości jesteś na 1 miejscu.
-Ty mówisz serio?
-Oczywiście.-powiedział-Jesteś dla mnie najważniejsza.
-Ty dla mnie też, Jus.
-Kocham Cię najbardziej na świecie.
-Ja Ciebie też- powiedziałam całując go. Wtedy film się skończył.-Zimno mi.
-Chodź . Ubierzemy się i idziemy zjeść.
Poszliśmy się wytrzeć i ubrać.
Zeszliśmy na dół do kuchni,a w tym czasie ktoś zadzwonił do drzwi . Jus poszedł otworzyć.
-Tak?
-Witaj Justin.
 Otworzył drzwi i usłyszałam.
-Anabelle? Co ty tu do cholery robisz ? -spytał Justin.
-Przyszłam do Ciebie skarbie. -odpowiedziała.
-Odczep się od niego- "wkroczyłam do akcji".
-A co jesteście parą?
-Lepiej. Ona jest moją narzeczoną-powiedział Justin ,a mi opadła kopara.
-Tak-powiedziałam szybko. A on zamknął drzwi.
Przeszliśmy do kuchni gdzie nalałam sobie soku.
-Serio?  -spytałam.
-To,że jesteśmy zaręczeni?-odparł.
-Zgaduję,że to tak tylko ,żeby się odczepiła.
-Nie. Ja naprawdę miałem zamiar się o to spytać-powiedział ,przyklękając i wyjmując pierścionek.
-Justin...
-Czy uczynisz mnie najszczęśliwszym facetem na świecie i zostaniesz moją żoną?
 -Ja nie wiem co powiedzieć. -szepnęłam.
 -Powiedz tak.
-Tak!-powiedziałam a Justin założył mi pierścionek na palec.
 Wstał i przytulił mnie do siebie mocno.
-Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę...-wyszeptał mi do ucha.
-Ja też Justin. Bardzo.
-Teraz już oficjalnie jesteś zajęta-zaśmiał się.
-Tak. -powiedziałam machając mu dłonią na której był pierścionek przed twarzą.
-Nie mogę uwierzyć ,że się zgodziłaś
- Jak nie chciałeś to mogę ci go oddać.
-Chyba żartujesz!!-krzyknął.
-Dobra. Chodź spać.
Skoczyłam mu na plecy,a on zaniósł mnie do łóżka i wpatrzona w jego czekoladowe tęczówki zasnęłam.
*MIESIĄC PÓŹNIEJ*
Kate i Justin cieszyli się sobą przez ten miesiąc... Spotykali się z przyjaciółmi...
Wstałam rano ok.10 ,ale Justina nie było w łóżku.Wyszłam na korytarz i usłyszałam jak mój narzeczony śpiewa. Kiedy weszłam do studia siedział odwrócony do drzwi plecami i zaczął grać na gitarze As Long As You Love Me. Stałam tam i słuchałam go nucąc pod nosem. Odwrócił się i momentalnie przestał śpiewać kiedy mnie zobaczył.
-Czemu skończyłeś? -zapytałam.
-Stresuję się,jak mnie słuchasz.
-Występujesz przed milionami Beliebers ,a przy mnie się stresujesz??
-No bo twoje zdanie jest dla mnie najważniejsze.
-Dla mnie zawsze będziesz numerem 1.

piątek, 27 grudnia 2013

008.

Dom był idealny...
-Miałem taką nadzieję -powiedział i odwrócił się w kierunku agentki. - Bierzemy.
-Dobrze . Pójdę przygotować dokumenty.-powiedziała i zniknęła za drzwiami.
-No , kochanie-zwrócił się do mnie Justin.-Kiedy się wprowadzamy?
-Jak najszybciej. Nie mogę się doczekać.
-Zobaczysz, . Będziemy tu szczęśliwi.
Pocałowałam go delikatnie
-Dokumenty gotowe panie Bieber.-powiedziała agentka.
-Gdzie mam podpisać? -spytał, na co agentka wskazała palcem miejsce.
Złożył podpis i otrzymał od agentki klucze.
-Chodź. Jedziemy cię spakować.
-A co z tobą?-spytałam.
-Ja już dawno jestem spakowany.
-Wszystko zaplanowałeś,prawda?
-Może... -powiedział spuszczając głowę.
Cmoknęłam go w policzek i zapytałam ,czy jedziemy.
W odpowiedzi pokiwał tylko głową.
Zamknął drzwi frontowe i pojechaliśmy spakować mnie do domu.
Otworzyłam drzwi i zobaczyłam mamę....
-Mamuś!-podbiegłam do niej i przytuliłam ją mocno. - Wróciłaś.
-Cześć . Jak ty wyrosłaś -powiedziała uśmiechając się.
-Ale miałaś wrócić z kontraktu dopiero za miesiąc.
-Stęskniłam się za wami.-powiedziała- Czy mogę poznać tego młodzieńca?
-Mamo, to jest Justin.-powiedziałam podchodząc z chłopakiem.
-Miło mi poznać-powiedział mój zestresowany romantyk.
-Mi także.
-Ja się idę spakować mamuś .
-JAK TO?
-Justin kupił dom. Zamieszkamy razem.
-...
-Mamuś. Skończyłam 18 lat. Chcę zamieszkać ze swoim chłopakiem
-Ok.Tylko grzecznie mi tam!-pogroziła palcem.
-Wiesz,że jesteś najlepszą matką na świecie?
-Wiem. Idźcie dzieci-powiedziała i zapędziła nas na górę.
Weszliśmy do pokoju.
-Masz cudowną mamę -powiedział , a ja otworzyłam drzwi do garderoby.
-Dlaczego dziewczyny mają tyle ciuchów? -powiedział to i otworzył szeroko usta.
-Nie marudź.-powiedziałam wyjmując walizki i wkładając do nich ubrania.
Pakowaliśmy się dosyć długo,w między czasie zjedliśmy obiad i w końcu ok 21:40, skończyliśmy.
Całe moje życie było zapakowane w 5 walizek i 10 kartonów.
Pożegnałam się z mamą i zapisałam jej nasz nowy adres.
Kiedy zajechaliśmy pod dom było kilka minut do 22. Zabrałam Justinowi klucze i otworzyłam drzwi do naszego gniazdka. Wziął mnie na ręce i przeniósł przez próg.
-Jesteś staroświecki.-powiedziałam i zaczęliśmy wnosić pudła. Skończyliśmy je rozpakowywać grubo po 2 nad ranem .
Każde z nas wzięło kilkuminutowy prysznic i zmęczeni poszliśmy spać.
 *NASTĘPNEGO DNIA RANO*
 Wstałam i zeszłam na dół do kuchni. Justin stał tam i przygotowywał śniadanie podśpiewując.
-Heej Justin. -powiedziałam
-Hej. Siadaj, zaraz podam śniadanie.-powiedział całując mnie w policzek.
Usiadłam przy stole , a Justin podał mi sok pomarańczowy i tosty.
-Pyszne.
-Cieszę się, że ci smakuje.
-Ale wiesz, tak myślę, że przydałyby nam się naczynia. -spojrzałam na jednorazówki.
-Jakieś detale też by się przydały -puścił mi oczko.
- To chodź, zbieramy się i jedziemy na zakupy.-uśmiechnęłam się i poszłam się ubrać.
Umyłam zęby, nałożyłam lekki makijaż i wyszliśmy z domu.  Pojechaliśmy do Ikei.
W sklepie zaczepiły nas dwie Beliebers.  Miały łzy w oczach kiedy zobaczyły Jusa.To było takie
słodkie. Byliśmy na zakupach jakieś 4 godziny. Byłam zaskoczona, bo przy wyjściu czekali na mnie paparazzi. Zupełnie nie wiedziałam jak się zachować.Ale Jus zachował zimną krew. Pociągnął mnie z torbami w stronę samochodu. Zapakowaliśmy wszystko do bagażnika i pojechaliśmy jeszcze na zakupy spożywcze,do supermarketu.Ok. 16 byliśmy w domu. Justin rozpakował zakupy spożywcze, a ja te z Ikei. Nasz dom nabrał charakteru.
-Co ty na to ? Robimy imprezę?
-Jeśli chcesz...
-A ty chcesz?
-Bardzo!
-Zaprosimy całą ekipę z wakacji.
-Anabelle też?
-Co? Nie.

 
-No to ok. Ja dzwonię do Marylin i Reagan.Ty do Leona.
-Spoko. A mogę jeszcze do Fredo?
-Do kogo? -zapytałam zdziwiona.
-Poznacie się. To mój dobry kumpel z #BieberTeam'u.
-No ok. Ogarnij dom , a ja przygotuję coś do jedzenia.
-Jasne.Katee...
-Tak,Justin?
-Nie, nieważne.
-Na pewno?
-Tak.
- Kocham cię. 
-Ja Ciebie też. Najbardziej na świecie.
Pocałował mnie.
-Nigdy nie spotykałem się z osobą,która tak dobrze mnie rozumie.Cieszę się, że cię mam.-przytulił mnie.
-Ja też. A teraz idź posprzątaj.
-Kaaats... -przeciągnął moje imię.
-Co jest?
- Wolę spędzić wieczór z tobą.
-Już nie chcesz imprezy ?
-Nie...
-No to co robimy?
-Jaccuzi?
-Ok. Tylko przebiorę się w kostium.
-Oglądamy film?
-Jasne.
 Poszłam na górę do garderoby i przebrałam się w bikini.
Jus był już w jaccuzi. Czekał na mnie.
 Kiedy do niego dołączyłam puścił film. Nazywał się "Trzy metry nad niebem".


sobota, 30 listopada 2013

007.

Zapewniłam Justina, że wszystko ok.
-Nie potrafię się nie martwić...
-Justin. Nic mi nie będzie.
-Nie martwiłbym się jakbyś była przy mnie cały czas.
-Niby jak?
-Zamieszkaj ze mną.
-Justin... ZWARIOWAŁEŚ?
-Nie.Kto powiedział,że nie możesz ?!?
-Nie żartuj.
-Zamieszkaj , ze mną.
-Justin...
-Mówię poważnie.
-Po co ci ja?
-Przy tobie... Ja jestem sobą. Nie muszę nic udawać..
Wziął mnie na ręce i zaniósł na górę. Do pokoju.
-Już nie jesteś głodny? -spytałam.
-Nie.
Rozmawialiśmy do późna, aż zasnęliśmy.
Obudzona ,koszmarem o 3 nad ranem, nie chcąc obudzić Justina.
Ale jestem taką niezdarą,że się przewróciłam.
-Kate, co się stało?Gdzie jesteś?
-Śpij.
-Czemu nie śpisz? -wstał.
-Nie mogę, miałam koszmar.
-Opowiedz mi go..
-Staliśmy razem przed ołtarzem.
Byliśmy w trakcie przysięgi i mieliśmy zakładać obrączki.
Do kościoła wszedł zamaskowany chłopak , z pistoletem.
Odbezpieczył go i wycelował we mnie. A ty... w ostatniej chwili odepchnąłeś mnie na bok i....
-Shawty... Nie płacz. Wszystko dobrze.
-Wiem. Teraz już tak.-powiedziałam wtulając się w niego.
-Postaraj się usnąć. Jutro jedziemy oglądać dom.
-Czy ty k***a zwariowałeś? Jaki dom?
-Nie klnij . Nie, nie zwariowałem.
-Wszystko zaplanowałeś.
-Gdybym ci powiedział nigdy byś się nie zgodziła.
-Masz racje.
-Dobra, a teraz śpij.-powiedział.
Niechętnie zamknęłam oczy i zasnęłam
***
Obudziłam się o 8.30,ale Justin jeszcze spał. Wymknęłam się,starając się go nie obudzić,aby się odświeżyć i ubrać. Po wyjściu z łazienki , zeszłam na dół i zrobiłam śniadanie po czym obudziłam Justina. Zszedł na dół po ok.15 minutach. Zaczął jeść kanapki,a ja poszłam umyć zęby.
Wszedł do łazienki i powiedział,że leci do siebie się ubrać.Wpadł po 30 minutach i pojechaliśmy odwiedzić dom,który wybrała dla nas agentka.
-Jus, ja nie jestem pewna,czy mieszkanie razem to dobry pomysł.
-Masz obawy.-bardziej stwierdził niż zapytał.
-Ja... sama nie wiem.Ale co będzie jak ci się znudzi mieszkanie ze mną?
-Mnie? Never.
-A jak mnie się nie spodoba?-powiedziałam.
-Nie uwierzę.
-Wiesz, never say never.
-Hahaha bardzo śmieszne
-A tak swoją drogą, miałeś zacząć dziś próby.
-Ale zaczynam w poniedziałek. Jakoś ubłagałem Scootera
-Twój maenager jest dla ciebie za dobry.
-Nasza agentka już jest. Idziemy?
-Tak, chodź-wyszliśmy z samochodu a on złapał mnie za ręce i splótł nasze palce
Podeszliśmy do agentki która pokazała nam dom.
Był śliczny. Miał przestronną kuchnię ,oraz wielki salon.
Na dole była jeszcze łazienka.
Weszliśmy, po schodach na górę.
Był tam korytarz do 5 pokoi.Otworzyliśmy pierwsze drzwi i zobaczyliśmy sypialnię.Obok znajdowały się dwie podobne sypialnie oraz pokój gościnny.
Na końcu korytarza było studio nagraniowe.
-Podoba ci się?-spytał,obejmując mnie w pasie.
-Jest idealnie -szepnęłam.

sobota, 23 listopada 2013

006.

*TYDZIEŃ PÓŹNIEJ*
Właśnie wjeżdżam na parking przy lotnisku.
Bardzo się za nimi stęskniłam.Za Reagan, Joshi'm ,Marylin... no i oczywiście za Justinem.
Za chwilę lądują. Stoję i czekam na nich przy wyjściu z samolotu. Wszyscy wyszli po kolei , a na końcu Justin, ze spuszczonym wzrokiem. Podniósł głowę i zobaczyłam jego śliczne, czekoladowe oczy których tak mi przez ten tydzień brakowało.Podbiegłam do niego i się całujemy.
-Cholernie tęskniłem -powiedział, przytulając mnie do siebie mocno.
-Przepraszam ,Justin. -powiedziałam,wtulając się w niego.
-To moja wina-szepnął.
-Nie moja .
Pocałował mnie i ruszyliśmy z resztą do samochodu.
-Nasze gołąbeczki znowu razem.-rzucił sarkastycznie Chaz.
Wszyscy zapakowali torby i rozwieźliśmy ich do domów.
Ja i Reagan weszłyśmy prosto do swoich pokoi. Usiadłam na parapecie i zaczęłam czytać. W tym samym momencie na ekranie pojawiła się twarz Justina. Przesunęłam palcem po telefonie i odebrałam.
-Czemu jesteś smutna,Shawty?
-Wcale nie.-odwróciłam się do okna domu obok w którym stał Justin i uśmiechnęłam się.
-Czy mam wpaść i wywołać szczery uśmiech?
-Jeśli chcesz... Ja będę na dole w kuchni robić coś do jedzenia.
-Za chwilę będę i razem coś ugotujemy.
-Ok,czekam.-spojrzałam w okno, a Justin się uśmiechnął.
Rozłączyłam się i zeszłam na dół, a po ok.4 minutach usłyszałam dzwonek .
-Hej Justin.Wejdź.
-Co tam ? Robimy spaghetti?
-Jasne!
Znów dzwonek.
- TATA?-totalnie mnie zamurowało- Co ty tu do cholery robisz??
-Bardzo miłe powitanie... Mogę wejść?
-Nie.
-Ale córeczko...
-Teraz, córeczko tak?
-Zrozumiałem swój błąd.
-Trochę na to za późno. -powiedziałam i zamknęłam mu drzwi przed nosem.
 Justin wyłonił się z kuchni.
-Kto to był?
-Ojciec.
-O cholera.
-Wiem, nie zafajnie. Aż tak się przez tą chwilę stęskniłeś?
-Jak cholera.
-Nie klnij. Kiedy zaczynasz próby?
-Jutro.
 Znów dzwonek.
-Otworzę.-powiedziałam do Justina.-A ty, bądź w pogotowiu.
-Ok.
Otworzyłam drzwi. Znowu OJCIEC.
-Miałeś tu nie przychodzić.
-Kate, proszę..
-Nie słyszał pan co powiedziała?-krzyknął Justin, który stał w tym momencie obok mnie.
-Kim ty jesteś?
-Kate się przez pana cięła.-wypchnął  go z domu?
-Co?-spytał mój ojciec zdezorientowany
-Dobrze pan słyszał.-powiedział.-Więc dla pana będzie lepiej będzie lepiej, jeśli się pan tu więcej nie pokaże.-warknął.
-Jus, proszę wejdź do środka. A ty, więcej tu nie przychodź.-powiedziałam i zamknęłam drzwi.
Justin mocno mnie przytulił a ja stanęłam na palcach i go pocałowałam.
Przeszliśmy do kuchni.
-Mój ojciec jest niebezpieczny. Za bardzo się narażasz.
-Nic mi nie będzie.

 -Justin, nie wygłupiaj się.
-Kenny zna kung-fu.-zaśmiał się-Bardziej martwię się o ciebie.-pocałował mnie.
-Dam sobie radę. Nie martw się.

środa, 6 listopada 2013

005.

Pocałował mnie.
-Przepraszam ,jestem beznadziejny.Zraniłem cię.
-Ale potem wszystko mi wytłumaczyłeś.
-Mam wyrzuty sumienia.
-Nie miej.
-Kocham cię..
-Justin.
-Tak?
-Oddasz mi żyletki?
-Nie.
-Proszę.
-Nie oddam ci ich i koniec- podniósł głos.
-Dlaczego?
-Bo znów to zrobisz.
-To nie twój interes.
-Owszem mój.
-Niech ci będzie.
Naszą rozmowę przerwał telefon.
Zbliżyłam słuchawkę do ucha.
-Halo?
-To ty jesteś nową szmatą Justina? Dla twojego dobra , zostaw go w spokoju.
Połączenie się urwało, a mi telefon wypadł z ręki.
Czułam , jak cała się trzęsę. Ledwo zdołałam powiedzieć Justinowi treść rozmowy . Cała się trzęsłam.
Dla uspokojenia ,poszliśmy na plażę. Usiadłam i zanurzyłam nogi w piasku.
Justin uparł się ,że porobi mi zdjęcia.




Po kilku godzinnej "sesji" byłam zmęczona i chciało mi się spać.
-Jus, chce mi się spać.
-Śpij księżniczko.
Oparłam głowę na jego ramieniu i momentalnie zasnęłam.
 Obudziłam się w łóżku. Koło Justina,który już nie spał  i wpatrywał się we mnie.-Nie patrz na mnie,wyglądam strasznie.
-Zawsze wyglądasz ślicznie.
-Głupek.
-Jesteś taka hot,kiedy się denerwujesz.-pocałował mnie.
-Spadaj.-walnęłam go w głowę poduszką.
-Nie.-zaczął mnie łaskotać.
-No ok. -dałam mu buzi.-Kocham cię.
-Ja ciebie też.-przytulił mnie.
Weszłam pod prysznic.Kiedy wyszłam,czekały na mnie naleśniki z syropem klonowym. Szybko je zjadłam i poszłam  szukać Justina.
Znalazłam go nad basenem.. Prężył mięśnie przed jakąś dziunią. Wróciłam zdenerwowana
do pokoju.Za mną pobiegł Justin,ale zdążyłam zamknąć się w łazience.
-Jesteś zła.??
-Nie,zachwycona.
-Gniewasz się?
-Spadaj Bieber.
-Nie, będę tu czekał.
-No to sobie poczekasz.
-Spieprzaj.
Po pół godziny wyszłam do pokoju, gdzie siedział Bieber .
-Gniewasz się?
Nie odpowiedziałam. Podszedł do mnie, a ja go zwinnie wyminęłam i podeszłam do łóżka.
-Nie cierpię, jak mnie unikasz.
-No to idź i będę cię unikać, kiedy będziesz gadał z tą dziunią, przed którą tak prężyłeś mięśnie-powiedziałam lodowatym tonem.
-Nie chciałem.-próbował mnie przytulić.
-Ale to zrobiłeś.-powiedziałam, wymijając go.
-Przepraszam.-powtórzył.
-Zauważyłeś,że to ostatni jedyne słowo w twoim słowniku ? PRZEPRASZAM!
-Co robisz?-Zmienił temat.
-Pakuję się nie widać?
-ALE PO CO?
-Wracam do domu.-oznajmiłam.
-...
-Mam lot za godzinę.Muszę się spakować.
-Lecę z tobą.
-Nie.!-krzyknęłam.-Muszę przemyśleć parę spraw.Sama.
Spakowana zamówiłam taksówkę i pojechałam na lotnisko.
--------------------------------------------------------------------
Zły rozdział. Proszę o komentarze ,bo nie wiem  czy pisać dalej.

sobota, 26 października 2013

004.

Poszliśmy na plażę ,wyciągnęłam z torby koc i usiedliśmy na nim z Justinem.
Wyciągnęłam książkę, zabrałam Bieberowi okulary (po  czym on od razu wyciągnął drugą parę o.O)
i zaczęłam czytać. Justin cały czas mnie rozpraszał, więc nie przeczytałam za dużo.
Nie wytrzymałam i poprosiłam, żeby kupił mi shake'a.
-Nie ruszaj się stąd- mruknął.
-A co gdybym...
-Nie chcesz wiedzieć. -przerwał mi i poszedł.
Żeby zrobić mu trochę na złość ,wzięłam aparat i poszłam na brzeg.
Fotografia mnie uspokaja. Widziałam jak  mnie szuka , był zdenerwowany.
Wtedy zaczepił mnie chłopak.
- Kate, to naprawdę ty? Tak długo się nie widzieliśmy!
-Leon ,a co ty tu robisz?
-Jestem na wakacjach z dziewczyną.
- A ja  z naszą całą paczką.Przyjdziecie do nas? -pokazałam mu ręką kierunek gdzie się rozłożyliśmy.
-  Jasne. Zbieramy się i  za moment będziemy.
-Spoko,czekam.-powiedziałam i wróciłam na swoje miejsce.
Kiedy wróciłam usłyszałam pretensjonalny ton Justina
-KATE JONEs !
-Zaczyna się. -uśmiechnęłam się i odwróciłam do niego.
-Gdzie byłaś?
-Tam. Na randce -machnęłam ręką.
-Zabiję gnoja.
-Justin, uspokój się Spotkałam Leona.
-Serio?-wtrącił się Chaz.
-Tak, za chwilę tu przyjdzie ze swoją dziewczyną, Sophie, a ty , Panie Bieber uspokój się.-zwróciłam się do Jusa.
- Chaz, co ty bys zrobił , gdybyś nie wiedział gdzie jest TWOJA dziewczyna?
-Martwiłbym się jak cholera.
-Masz odpowiedź.
-Martwiłeś się?
-Jak cholera. -objął mnie i pocałował.
Justin zaciągnął mnie na brzeg gdzie wskoczyłam mu na plecy i poszliśmy razem pływać.
 Po ok.1.5h wróciliśmy z Jusem do hotelu.
Miałam wejść do łazienki ,ale uprzedził mnie Justin.
Po 15 minutach oczekiwania wyszedł.

Weszłam do łazienki i się przebrałam. Wyszłam a włosy związałam luźno w koka. Justin zaproponował obiad i poszliśmy do małej knajpki. Justin zrobił nam zdjęcie i wrzucił na twittera podpisując się I LOVE YOU SHAWTY.
-Wiesz, jesteś głupi.
- Raczej zakochany.
Uśmiechnął się i zaczął jeść pizzę.
Też wzięłam kawałek i zaczęłam żuć.
Nagle podeszła do nas grupka ludzi.
Na początku myślałam, że to jego fani,ale myliłam się.
-Justin, skarbie tak długo się nie widzieliśmy! -powiedziała ,całując go w usta.
-Ja już pójdę.-powiedziałam, powstrzymując łzy.Wstałam i pobiegłam.
-Kate, zaczekaj.
-Jesteś taki sam jak inni . -odwróciłam się cała zapłakana.
-To nie tak, jak myślisz! - krzyknął.
Nie chciałam, żeby za mną pobiegł. Starałam się jak najszybciej stamtąd uciec.
Zapłakana pobiegłam prosto do pokoju Reagan.
Opowiadałam, co się stało, gdy do pokoju wpadł Justin.
-Kats...-szepnął.
-ODEJDŹ!
-Chcę wyjaśnić.
-Nie masz czego! Od dziś masz całą sypialnię dla siebie.Jedną noc śpię u Reagan i Joshiego. Potem wracam do domu.
-Nie rób tego.Pogadajmy.
-Nie ma o czym.
Pociągnął mnie za rękę w kierunku naszej sypialni.
Chciałam się wyrwać ,ale byłam za słaba . Nie dałam rady.
Zamknął drzwi i obrócił się do mnie.
-Ja nie chcę cię stracić.
-Trzeba było umawiać się z jedną dziewczyną.
-Ale to nie tak.Ja cię naprawdę kocham.
-To jak ?!-spytałam lekceważąc ostatnie zdanie.
-To prawda,spotykałem się z nią. Ale na długo przed tym, zanim poznałem ciebie.Nie była dla mnie i ją rzuciłem.Ale ona cały czas myśli, ze jesteśmy razem.
-Mnie to już nie obchodzi.- rzuciłam-jeszcze coś-Oddałam mu wszystkie rzeczy które od niego dostałam.
-Nie zostawiaj mnie. Kocham cię.
-A ja cię kochałam,Justinie.-skłamałam,nadal go kochałam.-Tylko, dopiero teraz zrozumiałam, że uczucie jednej dziewczyny nic nie znaczy dla PANA BIEBERA.
-Jesteś dla mnie najważniejsza na świecie. Daj mi ostatnią szansę.
-Zmarnowałeś ją.
-Chcę z tobą spędzić całe swoje życie.
Rzucił wszystkie rzeczy na podłogę , podbiegł i pocałował mnie.
-Ostatnia szansa. Nie zmarnuj jej ,Bieber.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Byłby szybciej gdyby nie Andżelika. Pojeb na skypie ♥♥