sobota, 23 listopada 2013

006.

*TYDZIEŃ PÓŹNIEJ*
Właśnie wjeżdżam na parking przy lotnisku.
Bardzo się za nimi stęskniłam.Za Reagan, Joshi'm ,Marylin... no i oczywiście za Justinem.
Za chwilę lądują. Stoję i czekam na nich przy wyjściu z samolotu. Wszyscy wyszli po kolei , a na końcu Justin, ze spuszczonym wzrokiem. Podniósł głowę i zobaczyłam jego śliczne, czekoladowe oczy których tak mi przez ten tydzień brakowało.Podbiegłam do niego i się całujemy.
-Cholernie tęskniłem -powiedział, przytulając mnie do siebie mocno.
-Przepraszam ,Justin. -powiedziałam,wtulając się w niego.
-To moja wina-szepnął.
-Nie moja .
Pocałował mnie i ruszyliśmy z resztą do samochodu.
-Nasze gołąbeczki znowu razem.-rzucił sarkastycznie Chaz.
Wszyscy zapakowali torby i rozwieźliśmy ich do domów.
Ja i Reagan weszłyśmy prosto do swoich pokoi. Usiadłam na parapecie i zaczęłam czytać. W tym samym momencie na ekranie pojawiła się twarz Justina. Przesunęłam palcem po telefonie i odebrałam.
-Czemu jesteś smutna,Shawty?
-Wcale nie.-odwróciłam się do okna domu obok w którym stał Justin i uśmiechnęłam się.
-Czy mam wpaść i wywołać szczery uśmiech?
-Jeśli chcesz... Ja będę na dole w kuchni robić coś do jedzenia.
-Za chwilę będę i razem coś ugotujemy.
-Ok,czekam.-spojrzałam w okno, a Justin się uśmiechnął.
Rozłączyłam się i zeszłam na dół, a po ok.4 minutach usłyszałam dzwonek .
-Hej Justin.Wejdź.
-Co tam ? Robimy spaghetti?
-Jasne!
Znów dzwonek.
- TATA?-totalnie mnie zamurowało- Co ty tu do cholery robisz??
-Bardzo miłe powitanie... Mogę wejść?
-Nie.
-Ale córeczko...
-Teraz, córeczko tak?
-Zrozumiałem swój błąd.
-Trochę na to za późno. -powiedziałam i zamknęłam mu drzwi przed nosem.
 Justin wyłonił się z kuchni.
-Kto to był?
-Ojciec.
-O cholera.
-Wiem, nie zafajnie. Aż tak się przez tą chwilę stęskniłeś?
-Jak cholera.
-Nie klnij. Kiedy zaczynasz próby?
-Jutro.
 Znów dzwonek.
-Otworzę.-powiedziałam do Justina.-A ty, bądź w pogotowiu.
-Ok.
Otworzyłam drzwi. Znowu OJCIEC.
-Miałeś tu nie przychodzić.
-Kate, proszę..
-Nie słyszał pan co powiedziała?-krzyknął Justin, który stał w tym momencie obok mnie.
-Kim ty jesteś?
-Kate się przez pana cięła.-wypchnął  go z domu?
-Co?-spytał mój ojciec zdezorientowany
-Dobrze pan słyszał.-powiedział.-Więc dla pana będzie lepiej będzie lepiej, jeśli się pan tu więcej nie pokaże.-warknął.
-Jus, proszę wejdź do środka. A ty, więcej tu nie przychodź.-powiedziałam i zamknęłam drzwi.
Justin mocno mnie przytulił a ja stanęłam na palcach i go pocałowałam.
Przeszliśmy do kuchni.
-Mój ojciec jest niebezpieczny. Za bardzo się narażasz.
-Nic mi nie będzie.

 -Justin, nie wygłupiaj się.
-Kenny zna kung-fu.-zaśmiał się-Bardziej martwię się o ciebie.-pocałował mnie.
-Dam sobie radę. Nie martw się.

1 komentarz: