DLA KINI ♥
Posadzona przez przyjaciela na krześle, spytałam:
-Obiecujesz? Brałeś Leon, z tego nie wychodzi się od tak.-pstryknęłam palcami.
-Obiecałem ci coś 3 lata temu.
*FLASHBACK*
James ścigał Leona od 3 miesięcy,aby zwrócił mu kasę za kokainę.
Łącznie ok. 3000 $.
W końcu chłopak nie miał za co spłacić długów.
Kate pożyczając mu oszczędności uniknęła śmierci najbliższego przyjaciela.
W tamtym momencie obiecał jej,że już nigdy nie weźmie, i jak na razie dotrzymywał słowa.
*END OF FLASHBACK*
-Wierzę Ci.-odpowiedziałam przypominając sobie wydarzenie sprzed lat.
-Dziękuję, nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy.-odparł,przytulając mnie.
-Powiesz mi , co on od ciebie chciał?
-Żebym wrócił i pomógł mu rozprowadzać narkotyki.
-Nie możesz tego zrobić.-uniosłam się.
-I nie zrobię.
-Cieszę się.-powiedziałam, kończąc tymi słowami, rozmowę.
Dopiero teraz rozejrzałam się po kuchni.
Była bardzo przestronna.Ciemny blat idealnie współgrał z jasnymi frontami szafek.
Na środku stała wielka wyspa. Oddzielona , ale mimo to w tym samym pomieszczeniu znajdowała się skromna jadalnia.
Po całej kuchni roznosiły się świetne zapachy.
Leon przygotował makaron z kurczakiem i śmietanowym sosem.
Uparłam się, że pozmywam.
Potem przeszliśmy do salonu i oglądaliśmy film.
-Leon... chciałabym, aby nikt nie dowiedział się o naszym dzisiejszym pocałunku.
To był impuls.... to nie powinno mieć miejsca-powiedziałam chowając twarz we włosach.
-Postąpiłem niekulturalnie całując zajętą już dziewczynę. Nikt się o tym nie dowie.
-Dzięki.-w tym momencie film się skończył.
Pożegnałam się z przyjacielem wracając do "mojego" pokoju.
Na jutro miałam zaplanowane zakupy z Marylin.
Wzięłam orzeźwiający prysznic.
Po długim oczekiwaniu sen zabrał mnie w swoją krainę.
*Rano*
Wstałam rano.
Spojrzałam na zegarek który wskazywał kilku minut po ósmej.
Zwlokłam się z łóżka ,idąc w stronę łazienki.Wzięłam z torby bieliznę, spodnie w chabrowym kolorze ,chustę w tym samym kolorze, T-shirt z nadrukiem, kobaltową torbę, oraz wysokie szpilki i biżuterię. Zeszłam na dół ,do kuchni szykując sobie i przyjacielowi śniadanie. Zjadłam swoje i umyłam zęby, pisząc karteczkę Leonowi,życząc mu miłego dnia.
Wychodząc, złapałam mój jasny płaszcz.
Pod domem czekała już moja przyjaciółka.
-Siemka-rzuciła.
-Heej . -powiedziałam- Co tam?
-Spoko, to jak , gdzie jedziemy?
-W sumie mamy już koniec Listopada. W Macy's powinny być wyprzedaże.
-Okej. Kierunek Macy's.
-Po kilku minutach zadzwonił mój telefon.
Nieznany numer.
-Witam. Czy rozmawiam z Panią Jones?
-Tak, a o co chodzi?-odparłam.
-Nazywam się Scooter Braun i chodzi o Justina.
Przęłknęłam głośno ślinę. O co mogło chodzić?
O co mogło chodzić?!
-Jak mogę panu pomóc?
-Nie odzywa się.Zamknął się w domu,nic go nie obchodzi i nie odbiera naszych telefonów.
Ostatni raz widzieliśmy go na tamtej imprezie.
-Czy boi się pan,że coś się stało?
-Tak, i to nawet bardzo.
-Dobrze, sprawdzę, co się z nim dzieje i zadzwonię do pana.
-Dziękuję.
Moja przyjaciółka słysząc całą rozmowę, skręciła w kierunku
naszego Justina domu.
Pod domem poprosiła, żebym zaczekała , bo za moment wrócę.
Odpowiedziała zdawkowe "okej".
Weszłam do domu.
OKROPNIE śmierdziało , w salonie walały się pudełka z pizzą i butelki po alkoholu.
Weszłam na górę , bo na dole nigdzie go nie było.
Przeszłam przez wszystkie pokoje , a na końcu weszłam do sypialni.
Odwrócony plecami do drzwi leżał On.
Podeszłam niepewnie bliżej.
Spał niespokojnie i nie chciałam go obudzić.
Przykryłam go delikatnie kocem.
Podeszłam do okna , które otworzyłam, aby wpuścić trochę świeżego powietrza do dusznego pomieszczenia.
Odsłoniłam rolety do połowy, przez co do ciemnego pokoju wpadło trochę słońca.
Wbrew wszystkim emocjom buzującym w moim ciele nachyliłam się nad śpiącym chłopakiem i pocałowałam go w czoło.
Poprawiłam koc i już wychodziłam, gdy poczułam mocny uścisk na ręce i osoba przyciągnęła mnie do siebie.
-Dobrze się czujesz Justin?
-Nie , jest beznadziejnie.
-No wiesz, ale jeszcze żyjesz...Więc chyba jest okej.
-Nie , nie jest.-warknął.
-Wiem, dzwonił do mnie twój manager.
-Powiedz mu,że dopóki mi nie wybaczysz, zawieszam karierę.
-Nie możesz tego, zrobić.
-Dopóki, ze mną nie będziesz i do mnie nie wrócisz, koniec z karierą.
-Zachowujesz się jak dzieciak.-skwitowałam wstając.
-Ja ciebie nie zdradziłem!-wykrzyczał.
-Wróć do pracy.-szepnęłam i wyszłam.
Wybiegłam z domu i wsiadłam do samochodu przyjaciółki.
Teraz udało nam się dotrzeć do celu.
Po kilku godzinach zakupów, nawiasem mówiąc, bardzo udanych, wróciłam do domu.
Napisałam sms-a Scooterowi ,że z Justinem wszystko okej.
Wieczorem , gdy byłam już w swoim pokoju,usłyszałam dzwonek telefonu.
Justin - wyświetliło się imię na ekranie.
-Halo?
-Wróć.-usłyszałam jego zachrypnięty szept.
-Co się stało?
-Ja... nie potrafię żyć bez Ciebie.
--------------------------------------------------
Jak wam się podoba rozdział? Beznadziejny jak zwykle. Zrobiłby mi ktoś szablon ?