sobota, 30 listopada 2013

007.

Zapewniłam Justina, że wszystko ok.
-Nie potrafię się nie martwić...
-Justin. Nic mi nie będzie.
-Nie martwiłbym się jakbyś była przy mnie cały czas.
-Niby jak?
-Zamieszkaj ze mną.
-Justin... ZWARIOWAŁEŚ?
-Nie.Kto powiedział,że nie możesz ?!?
-Nie żartuj.
-Zamieszkaj , ze mną.
-Justin...
-Mówię poważnie.
-Po co ci ja?
-Przy tobie... Ja jestem sobą. Nie muszę nic udawać..
Wziął mnie na ręce i zaniósł na górę. Do pokoju.
-Już nie jesteś głodny? -spytałam.
-Nie.
Rozmawialiśmy do późna, aż zasnęliśmy.
Obudzona ,koszmarem o 3 nad ranem, nie chcąc obudzić Justina.
Ale jestem taką niezdarą,że się przewróciłam.
-Kate, co się stało?Gdzie jesteś?
-Śpij.
-Czemu nie śpisz? -wstał.
-Nie mogę, miałam koszmar.
-Opowiedz mi go..
-Staliśmy razem przed ołtarzem.
Byliśmy w trakcie przysięgi i mieliśmy zakładać obrączki.
Do kościoła wszedł zamaskowany chłopak , z pistoletem.
Odbezpieczył go i wycelował we mnie. A ty... w ostatniej chwili odepchnąłeś mnie na bok i....
-Shawty... Nie płacz. Wszystko dobrze.
-Wiem. Teraz już tak.-powiedziałam wtulając się w niego.
-Postaraj się usnąć. Jutro jedziemy oglądać dom.
-Czy ty k***a zwariowałeś? Jaki dom?
-Nie klnij . Nie, nie zwariowałem.
-Wszystko zaplanowałeś.
-Gdybym ci powiedział nigdy byś się nie zgodziła.
-Masz racje.
-Dobra, a teraz śpij.-powiedział.
Niechętnie zamknęłam oczy i zasnęłam
***
Obudziłam się o 8.30,ale Justin jeszcze spał. Wymknęłam się,starając się go nie obudzić,aby się odświeżyć i ubrać. Po wyjściu z łazienki , zeszłam na dół i zrobiłam śniadanie po czym obudziłam Justina. Zszedł na dół po ok.15 minutach. Zaczął jeść kanapki,a ja poszłam umyć zęby.
Wszedł do łazienki i powiedział,że leci do siebie się ubrać.Wpadł po 30 minutach i pojechaliśmy odwiedzić dom,który wybrała dla nas agentka.
-Jus, ja nie jestem pewna,czy mieszkanie razem to dobry pomysł.
-Masz obawy.-bardziej stwierdził niż zapytał.
-Ja... sama nie wiem.Ale co będzie jak ci się znudzi mieszkanie ze mną?
-Mnie? Never.
-A jak mnie się nie spodoba?-powiedziałam.
-Nie uwierzę.
-Wiesz, never say never.
-Hahaha bardzo śmieszne
-A tak swoją drogą, miałeś zacząć dziś próby.
-Ale zaczynam w poniedziałek. Jakoś ubłagałem Scootera
-Twój maenager jest dla ciebie za dobry.
-Nasza agentka już jest. Idziemy?
-Tak, chodź-wyszliśmy z samochodu a on złapał mnie za ręce i splótł nasze palce
Podeszliśmy do agentki która pokazała nam dom.
Był śliczny. Miał przestronną kuchnię ,oraz wielki salon.
Na dole była jeszcze łazienka.
Weszliśmy, po schodach na górę.
Był tam korytarz do 5 pokoi.Otworzyliśmy pierwsze drzwi i zobaczyliśmy sypialnię.Obok znajdowały się dwie podobne sypialnie oraz pokój gościnny.
Na końcu korytarza było studio nagraniowe.
-Podoba ci się?-spytał,obejmując mnie w pasie.
-Jest idealnie -szepnęłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz