-Miałem taką nadzieję -powiedział i odwrócił się w kierunku agentki. - Bierzemy.
-Dobrze . Pójdę przygotować dokumenty.-powiedziała i zniknęła za drzwiami.
-No , kochanie-zwrócił się do mnie Justin.-Kiedy się wprowadzamy?
-Jak najszybciej. Nie mogę się doczekać.
-Zobaczysz, . Będziemy tu szczęśliwi.
Pocałowałam go delikatnie
-Dokumenty gotowe panie Bieber.-powiedziała agentka.
-Gdzie mam podpisać? -spytał, na co agentka wskazała palcem miejsce.
Złożył podpis i otrzymał od agentki klucze.
-Chodź. Jedziemy cię spakować.
-A co z tobą?-spytałam.
-Ja już dawno jestem spakowany.
-Wszystko zaplanowałeś,prawda?
-Może... -powiedział spuszczając głowę.
Cmoknęłam go w policzek i zapytałam ,czy jedziemy.
W odpowiedzi pokiwał tylko głową.
Zamknął drzwi frontowe i pojechaliśmy spakować mnie do domu.
Otworzyłam drzwi i zobaczyłam mamę....
-Mamuś!-podbiegłam do niej i przytuliłam ją mocno. - Wróciłaś.
-Cześć . Jak ty wyrosłaś -powiedziała uśmiechając się.
-Ale miałaś wrócić z kontraktu dopiero za miesiąc.
-Stęskniłam się za wami.-powiedziała- Czy mogę poznać tego młodzieńca?
-Mamo, to jest Justin.-powiedziałam podchodząc z chłopakiem.
-Miło mi poznać-powiedział mój zestresowany romantyk.
-Mi także.
-Ja się idę spakować mamuś .
-JAK TO?
-Justin kupił dom. Zamieszkamy razem.
-...
-Mamuś. Skończyłam 18 lat. Chcę zamieszkać ze swoim chłopakiem
-Ok.Tylko grzecznie mi tam!-pogroziła palcem.
-Wiesz,że jesteś najlepszą matką na świecie?
-Wiem. Idźcie dzieci-powiedziała i zapędziła nas na górę.
Weszliśmy do pokoju.
-Masz cudowną mamę -powiedział , a ja otworzyłam drzwi do garderoby.
-Dlaczego dziewczyny mają tyle ciuchów? -powiedział to i otworzył szeroko usta.
-Nie marudź.-powiedziałam wyjmując walizki i wkładając do nich ubrania.
Pakowaliśmy się dosyć długo,w między czasie zjedliśmy obiad i w końcu ok 21:40, skończyliśmy.
Całe moje życie było zapakowane w 5 walizek i 10 kartonów.
Pożegnałam się z mamą i zapisałam jej nasz nowy adres.
Kiedy zajechaliśmy pod dom było kilka minut do 22. Zabrałam Justinowi klucze i otworzyłam drzwi do naszego gniazdka. Wziął mnie na ręce i przeniósł przez próg.
-Jesteś staroświecki.-powiedziałam i zaczęliśmy wnosić pudła. Skończyliśmy je rozpakowywać grubo po 2 nad ranem .
Każde z nas wzięło kilkuminutowy prysznic i zmęczeni poszliśmy spać.
*NASTĘPNEGO DNIA RANO*
Wstałam i zeszłam na dół do kuchni. Justin stał tam i przygotowywał śniadanie podśpiewując.
-Heej Justin. -powiedziałam
-Hej. Siadaj, zaraz podam śniadanie.-powiedział całując mnie w policzek.
Usiadłam przy stole , a Justin podał mi sok pomarańczowy i tosty.
-Pyszne.
-Cieszę się, że ci smakuje.
-Ale wiesz, tak myślę, że przydałyby nam się naczynia. -spojrzałam na jednorazówki.
-Jakieś detale też by się przydały -puścił mi oczko.
- To chodź, zbieramy się i jedziemy na zakupy.-uśmiechnęłam się i poszłam się ubrać.
Umyłam zęby, nałożyłam lekki makijaż i wyszliśmy z domu. Pojechaliśmy do Ikei.
W sklepie zaczepiły nas dwie Beliebers. Miały łzy w oczach kiedy zobaczyły Jusa.To było takie
słodkie. Byliśmy na zakupach jakieś 4 godziny. Byłam zaskoczona, bo przy wyjściu czekali na mnie paparazzi. Zupełnie nie wiedziałam jak się zachować.Ale Jus zachował zimną krew. Pociągnął mnie z torbami w stronę samochodu. Zapakowaliśmy wszystko do bagażnika i pojechaliśmy jeszcze na zakupy spożywcze,do supermarketu.Ok. 16 byliśmy w domu. Justin rozpakował zakupy spożywcze, a ja te z Ikei. Nasz dom nabrał charakteru.
-Co ty na to ? Robimy imprezę?
-Jeśli chcesz...
-A ty chcesz?
-Bardzo!
-Zaprosimy całą ekipę z wakacji.
-Anabelle też?
-Co? Nie.
-No to ok. Ja dzwonię do Marylin i Reagan.Ty do Leona.
-Spoko. A mogę jeszcze do Fredo?
-Do kogo? -zapytałam zdziwiona.
-Poznacie się. To mój dobry kumpel z #BieberTeam'u.
-No ok. Ogarnij dom , a ja przygotuję coś do jedzenia.
-Jasne.Katee...
-Tak,Justin?
-Nie, nieważne.
-Na pewno?
-Tak.
- Kocham cię.
-Ja Ciebie też. Najbardziej na świecie.
Pocałował mnie.
-Nigdy nie spotykałem się z osobą,która tak dobrze mnie rozumie.Cieszę się, że cię mam.-przytulił mnie.-Ja też. A teraz idź posprzątaj.
-Kaaats... -przeciągnął moje imię.
-Co jest?
- Wolę spędzić wieczór z tobą.
-Już nie chcesz imprezy ?
-Nie...
-No to co robimy?
-Jaccuzi?
-Ok. Tylko przebiorę się w kostium.
-Oglądamy film?
-Jasne.
Poszłam na górę do garderoby i przebrałam się w bikini.
Jus był już w jaccuzi. Czekał na mnie.
Kiedy do niego dołączyłam puścił film. Nazywał się "Trzy metry nad niebem".


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz