środa, 16 kwietnia 2014

016.

Moment! Dlaczego to brzmiało jak pożegnanie?!
Zanim zdołałam cokolwiek powiedzieć, usłyszałam dźwięk, oznajmiający, że połączenie zostało przerwane .
Wybiegłam wprost do samochodu.
 Jechałam jak szalona.
Kiedy wpadłam do salonu Jus klęczał na kolanach z wielkim bukietem róż.
Czerwonych, moich ulubionych.
-Wybacz mi proszę.- Powiedział , a z jego oczu pociekł słone łzy.
-Chcę tylko wiedzieć....- powiedziałam łamiącym się już głosem.- Czy to zrobiłeś?
Spuściłam głowę , a po moich policzkach popłynęły swobodnie łzy.
-Nie. Nie zrobiłem tego. Musisz mi uwierzyć,skarbie.
-Wierzę Ci.-szepnęłam, na tyle słyszalnie, aby mógł mnie usłyszeć.
Podbiegł do mnie i cholernie mocno mnie przytulił.
Jego usta brutalnie wpiły się w moje.
-Tak bardzo przepraszam...-powiedział przyciskając mnie mocno do siebie.
 -Justin ,boli.-powiedziałam.
-Przepraszam.-odparł rozluźniając uścisk, ale mimo to pozostawiając mnie w swoich ramionach.
Pierwszy raz od wielu dni czułam się przy nim tak cholernie bezpiecznie.
 W ogóle bezpiecznie.
-Zaprosiłem na jutro mamę.-szepnął.-Jazzy też.
-Czyli rozumiem, że mam się zmyć.
-Nie skarbie.
 Masz tu być.
 I być sobą.
Już dawno chciałem, abyście się poznały.
-Serio chcesz, abym poznała twoją mamę?
-Oczywiście. Ale , czy wybaczyłaś mi?
-Gdybym tego nie zrobiła , byłabym tu?
Stałabym tu w twoich ramionach, czując się tak cholernie bezpiecznie?
-Nawet nie wiesz, jak się z tego cieszę.-powiedział, puszczając mnie wreszcie.
-Wiesz, niedługo święta, to taki magiczny czas..
-Chcesz pojechać po choinkę? Pojedziesz pojutrze.
-Widocznie nie mam wyboru...
Byłam mega śpiąca więc szybko położyłam się do łóżka...
***
Wstałam wcześnie rano i wyplątując się z objęć chłopaka, wyszłam do łazienki.
Zdjęłam z siebie jego za dużą koszulkę i bieliznę, którą miałam pod nią.
Wskoczyłam pod prysznic , pod którym dokładnie namydliłam się jaśminowym żelem.
Zmoczyłam głowę i umyłam ją szamponem o tym samym zapachu.
Wyszłam z łazienki, szczelnie okryta ręcznikiem.
Pomknęłam do garderoby gdzie założyłam bieliznę, zwykłe szare dresy i za dużą białą koszulkę z dekoltem w literkę V.
Przemaszerowałam z mokrym ręcznikiem w dłoniach , z powrotem do łazienki, tym razem aby wysuszyć włosy.
 Kończąc czynność zobaczyłam wchodzącego do łazienki zaspanego Justina.
-Powinnaś częściej chodzić w moich ubraniach, księżniczko.
-Tak, tak. Lecę do sklepu, twoja mama lubi makaron?
-Uwielbia.
-A o której będzie?
-Zapowiadały się na 13.
Spojrzałam na zegarek, była dopiero 8.00.
Pożegnałam chłopaka całusem .
Ubrana wyszłam z domu i wsiadłam do samochodu.
Podążyłam w stronę największego marketu w naszym mieście.
 Ponieważ było jeszcze stosunkowo wcześnie, bez problemu znalazłam miejsce na parkingu, jeszcze pustym o tej porze.
Weszłam do marketu, biorąc duży wózek na kółkach.
Zakupy nie zapowiadały się małe.
Po zrobieniu ogromnych zakupów i załadowaniu wszystkich toreb do bagażnika mojego Range Rovera.
 Dojechałam do domu , o godzinie 9:30.
Jak na zawołanie wybiegł z niego Jus i pomógł mi wziąć zakupy do domu.
 Kiedy tam weszłam , oniemiałam.
 Cały bałagan, jaki zastałam tu wczoraj, przyjeżdżając do niego znikł.
Wszystko było pięknie wysprzątane, jak w reality-show.
Czy ja jestem w jakiejś ukrytej kamerze? -pomyślałam.
Rozpakowaliśmy wszystkie zakupy i wzięłam się za gotowanie.
Związałam włosy w niechlujnego koka.
Podśpiewując, przechodziłam w poczyniałam kolejne kroki w przygotowaniu potraw.
Kiedy wszystko było już gotowe , przyszedł Justin.
Miał na sobie czarną bokserkę i czerwone spodnie z krokiem.
-Teraz ja idę się wyszykować.-zdzieliłam go ścierką po rękach, kiedy spróbował podjeść trochę deseru.-Jak tu wrócę, to wszystko ma stać tak jak było!-powiedziałam.
Pobiegłam na górę i weszłam pod prysznic, powtórzyłam poranne czynności.
Ubrana w czarną ołówkową spódnicę,oraz białą koszulową bluzkę, zeszłam na dół.
Chłopak właśnie otwierał drzwi swojej mamie i młodszej siostrzyczce.
-Mamo!-wykrzyknął, całując ją na powitanie. - Jazzy! Nawet nie wiecie jak się za wami stęskniłem.-wziął małą na ręce.
Podeszłam do nich przedstawiając się.
-Witam. Nazywam się Kate.
 Justin wiele o Pani opowiadał.
-Nie bój się skarbie, ja nie gryzę.
Mów mi Pattie.
Miło Cię wreszcie poznać.
 -Miło mi poznać.
-Jazzy!-zawołał Justin dziewczynkę, a ona podbiegła i wskoczyła do niego na ręce.
-Kto to?-zapytała wskazując na mnie swoim małym paluszkiem.
-Wiesz, mała.
To jest kobieta, która na dobre zawładnęła moim sercem.
-Ceśc- powiedziała malutka wyciągając rączki w moim kierunku.
Wzięłam ją na nie delikatnie, a ona mocno przytuliła się do mnie.
----------------------------------------------
 Kate nareszcie poznaje Pattie :)
Jak wam się podoba nowy wygląd tego bloga?

sobota, 5 kwietnia 2014

015.

DLA KINI ♥
Posadzona przez przyjaciela na krześle, spytałam:
-Obiecujesz? Brałeś Leon, z tego nie wychodzi się od tak.-pstryknęłam palcami.
-Obiecałem ci coś 3 lata temu.
*FLASHBACK*
James ścigał Leona od 3 miesięcy,aby zwrócił mu kasę za kokainę.
Łącznie ok. 3000 $.
W końcu chłopak nie miał za co spłacić długów.
Kate pożyczając mu oszczędności uniknęła śmierci najbliższego przyjaciela.
 W tamtym momencie obiecał jej,że już nigdy nie weźmie, i jak na razie dotrzymywał słowa.
*END OF FLASHBACK*
-Wierzę Ci.-odpowiedziałam przypominając sobie wydarzenie sprzed lat.
-Dziękuję, nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy.-odparł,przytulając mnie.
-Powiesz mi , co on od ciebie chciał?
-Żebym wrócił i pomógł mu rozprowadzać narkotyki.
-Nie możesz tego zrobić.-uniosłam się.
-I nie zrobię.
-Cieszę się.-powiedziałam, kończąc tymi słowami, rozmowę.
Dopiero teraz rozejrzałam się po kuchni.
Była bardzo przestronna.Ciemny blat idealnie współgrał z jasnymi frontami szafek.
Na środku stała wielka wyspa. Oddzielona , ale mimo to w tym samym pomieszczeniu znajdowała się skromna jadalnia.
Po całej kuchni roznosiły się świetne zapachy.
Leon przygotował makaron z kurczakiem i śmietanowym sosem.
Uparłam się, że pozmywam.
Potem przeszliśmy do salonu i oglądaliśmy film.
-Leon... chciałabym, aby nikt nie dowiedział się o naszym dzisiejszym pocałunku.
To był impuls.... to nie powinno mieć miejsca-powiedziałam chowając twarz we włosach.
-Postąpiłem niekulturalnie całując zajętą już dziewczynę. Nikt się o tym nie dowie.
-Dzięki.-w tym momencie film się skończył.
Pożegnałam się z przyjacielem wracając do "mojego" pokoju.
Na jutro miałam zaplanowane zakupy z Marylin.
Wzięłam orzeźwiający prysznic.
Po długim oczekiwaniu sen zabrał mnie w swoją krainę.
*Rano*
Wstałam rano.
Spojrzałam na zegarek który wskazywał kilku minut po ósmej.
Zwlokłam się z łóżka ,idąc w stronę łazienki.Wzięłam z torby bieliznę, spodnie w chabrowym kolorze ,chustę w tym samym kolorze,  T-shirt z nadrukiem, kobaltową torbę, oraz wysokie szpilki i biżuterię.  Zeszłam na dół ,do kuchni szykując sobie i przyjacielowi śniadanie. Zjadłam swoje i umyłam zęby, pisząc karteczkę Leonowi,życząc mu miłego dnia.
Wychodząc, złapałam mój jasny płaszcz.
Pod domem czekała już moja przyjaciółka.
-Siemka-rzuciła.
-Heej . -powiedziałam- Co tam?
-Spoko, to jak , gdzie jedziemy?
-W sumie mamy już koniec Listopada. W Macy's powinny być wyprzedaże.
-Okej. Kierunek Macy's.
 -Po kilku minutach zadzwonił mój telefon.
Nieznany numer.
-Witam. Czy rozmawiam z Panią Jones?
-Tak, a  o co chodzi?-odparłam.
-Nazywam się Scooter Braun i chodzi o Justina.
Przęłknęłam głośno ślinę. O co mogło chodzić?
O co mogło chodzić?!
-Jak mogę panu pomóc?
-Nie odzywa się.Zamknął się w domu,nic go nie obchodzi i nie odbiera naszych telefonów.
Ostatni raz widzieliśmy go na tamtej imprezie.
-Czy boi się pan,że coś się stało?
-Tak, i to nawet bardzo.
-Dobrze, sprawdzę, co się z nim dzieje i zadzwonię do pana.
-Dziękuję.
Moja przyjaciółka słysząc całą rozmowę, skręciła w kierunku naszego Justina domu.
Pod domem poprosiła, żebym zaczekała , bo za moment wrócę.
Odpowiedziała zdawkowe "okej".
Weszłam do domu.
OKROPNIE śmierdziało , w salonie walały się pudełka z pizzą i butelki po alkoholu.
Weszłam na górę , bo na dole nigdzie go nie było.
Przeszłam przez wszystkie pokoje , a na końcu weszłam do sypialni.
Odwrócony plecami do drzwi leżał On.
Podeszłam niepewnie bliżej.
Spał niespokojnie i nie chciałam go obudzić.
Przykryłam go delikatnie kocem.
Podeszłam do okna , które otworzyłam, aby wpuścić trochę świeżego powietrza do dusznego pomieszczenia.
Odsłoniłam rolety do połowy, przez co do ciemnego pokoju wpadło trochę słońca.
Wbrew wszystkim emocjom buzującym w moim ciele nachyliłam się nad śpiącym chłopakiem i pocałowałam go w czoło.
Poprawiłam koc i już wychodziłam, gdy poczułam mocny uścisk na ręce i osoba przyciągnęła mnie do siebie.
-Dobrze się czujesz Justin?
-Nie , jest beznadziejnie.
-No wiesz, ale jeszcze żyjesz...Więc chyba jest okej.
-Nie , nie jest.-warknął.
-Wiem, dzwonił do mnie twój manager.
-Powiedz mu,że dopóki mi nie wybaczysz, zawieszam karierę.
-Nie możesz tego, zrobić.
-Dopóki, ze mną nie będziesz i do mnie nie wrócisz, koniec z karierą.
-Zachowujesz się jak dzieciak.-skwitowałam wstając.
-Ja ciebie nie zdradziłem!-wykrzyczał.
-Wróć do pracy.-szepnęłam i wyszłam.
Wybiegłam z domu i wsiadłam do samochodu przyjaciółki.
Teraz udało nam się dotrzeć do celu.
Po kilku godzinach zakupów, nawiasem mówiąc, bardzo udanych, wróciłam do domu.
Napisałam sms-a Scooterowi ,że z Justinem wszystko okej.
Wieczorem , gdy byłam już w swoim pokoju,usłyszałam dzwonek telefonu.
Justin - wyświetliło się imię na ekranie.
-Halo?
-Wróć.-usłyszałam jego zachrypnięty szept.
-Co się stało?
-Ja... nie potrafię żyć bez Ciebie.








--------------------------------------------------
Jak wam się podoba rozdział? Beznadziejny jak zwykle. Zrobiłby mi ktoś szablon ?