Moment! Dlaczego to brzmiało jak pożegnanie?!
Zanim zdołałam cokolwiek powiedzieć, usłyszałam dźwięk, oznajmiający, że połączenie zostało przerwane .
Wybiegłam wprost do samochodu.
Jechałam jak szalona.
Kiedy wpadłam do salonu Jus klęczał na kolanach z wielkim bukietem róż.
Czerwonych, moich ulubionych.
-Wybacz mi proszę.- Powiedział , a z jego oczu pociekł słone łzy.
-Chcę tylko wiedzieć....- powiedziałam łamiącym się już głosem.- Czy to zrobiłeś?
Spuściłam głowę , a po moich policzkach popłynęły swobodnie łzy.
-Nie. Nie zrobiłem tego. Musisz mi uwierzyć,skarbie.
-Wierzę Ci.-szepnęłam, na tyle słyszalnie, aby mógł mnie usłyszeć.
Podbiegł do mnie i cholernie mocno mnie przytulił.
Jego usta brutalnie wpiły się w moje.
-Tak bardzo przepraszam...-powiedział przyciskając mnie mocno do siebie.
-Justin ,boli.-powiedziałam.
-Przepraszam.-odparł rozluźniając uścisk, ale mimo to pozostawiając mnie w swoich ramionach.
Pierwszy raz od wielu dni czułam się przy nim tak cholernie bezpiecznie.
W ogóle bezpiecznie.
-Zaprosiłem na jutro mamę.-szepnął.-Jazzy też.
-Czyli rozumiem, że mam się zmyć.
-Nie skarbie.
Masz tu być.
I być sobą.
Już dawno chciałem, abyście się poznały.
-Serio chcesz, abym poznała twoją mamę?
-Oczywiście. Ale , czy wybaczyłaś mi?
-Gdybym tego nie zrobiła , byłabym tu?
Stałabym tu w twoich ramionach, czując się tak cholernie bezpiecznie?
-Nawet nie wiesz, jak się z tego cieszę.-powiedział, puszczając mnie wreszcie.
-Wiesz, niedługo święta, to taki magiczny czas..
-Chcesz pojechać po choinkę? Pojedziesz pojutrze.
-Widocznie nie mam wyboru...
Byłam mega śpiąca więc szybko położyłam się do łóżka...
***
Wstałam wcześnie rano i wyplątując się z objęć chłopaka, wyszłam do łazienki.
Zdjęłam z siebie jego za dużą koszulkę i bieliznę, którą miałam pod nią.
Wskoczyłam pod prysznic , pod którym dokładnie namydliłam się jaśminowym żelem.
Zmoczyłam głowę i umyłam ją szamponem o tym samym zapachu.
Wyszłam z łazienki, szczelnie okryta ręcznikiem.
Pomknęłam do garderoby gdzie założyłam bieliznę, zwykłe szare dresy i za dużą białą koszulkę z dekoltem w literkę V.
Przemaszerowałam z mokrym ręcznikiem w dłoniach , z powrotem do łazienki, tym razem aby wysuszyć włosy.
Kończąc czynność zobaczyłam wchodzącego do łazienki zaspanego Justina.
-Powinnaś częściej chodzić w moich ubraniach, księżniczko.
-Tak, tak. Lecę do sklepu, twoja mama lubi makaron?
-Uwielbia.
-A o której będzie?
-Zapowiadały się na 13.
Spojrzałam na zegarek, była dopiero 8.00.
Pożegnałam chłopaka całusem .
Ubrana wyszłam z domu i wsiadłam do samochodu.
Podążyłam w stronę największego marketu w naszym mieście.
Ponieważ było jeszcze stosunkowo wcześnie, bez problemu znalazłam miejsce na parkingu, jeszcze pustym o tej porze.
Weszłam do marketu, biorąc duży wózek na kółkach.
Zakupy nie zapowiadały się małe.
Po zrobieniu ogromnych zakupów i załadowaniu wszystkich toreb do bagażnika mojego Range Rovera.
Dojechałam do domu , o godzinie 9:30.
Jak na zawołanie wybiegł z niego Jus i pomógł mi wziąć zakupy do domu.
Kiedy tam weszłam , oniemiałam.
Cały bałagan, jaki zastałam tu wczoraj, przyjeżdżając do niego znikł.
Wszystko było pięknie wysprzątane, jak w reality-show.
Czy ja jestem w jakiejś ukrytej kamerze? -pomyślałam.
Rozpakowaliśmy wszystkie zakupy i wzięłam się za gotowanie.
Związałam włosy w niechlujnego koka.
Podśpiewując, przechodziłam w poczyniałam kolejne kroki w przygotowaniu potraw.
Kiedy wszystko było już gotowe , przyszedł Justin.
Miał na sobie czarną bokserkę i czerwone spodnie z krokiem.
-Teraz ja idę się wyszykować.-zdzieliłam go ścierką po rękach, kiedy spróbował podjeść trochę deseru.-Jak tu wrócę, to wszystko ma stać tak jak było!-powiedziałam.
Pobiegłam na górę i weszłam pod prysznic, powtórzyłam poranne czynności.
Ubrana w czarną ołówkową spódnicę,oraz białą koszulową bluzkę, zeszłam na dół.
Chłopak właśnie otwierał drzwi swojej mamie i młodszej siostrzyczce.
-Mamo!-wykrzyknął, całując ją na powitanie. - Jazzy! Nawet nie wiecie jak się za wami stęskniłem.-wziął małą na ręce.
Podeszłam do nich przedstawiając się.
-Witam. Nazywam się Kate.
Justin wiele o Pani opowiadał.
-Nie bój się skarbie, ja nie gryzę.
Mów mi Pattie.
Miło Cię wreszcie poznać.
-Miło mi poznać.
-Jazzy!-zawołał Justin dziewczynkę, a ona podbiegła i wskoczyła do niego na ręce.
-Kto to?-zapytała wskazując na mnie swoim małym paluszkiem.
-Wiesz, mała.
To jest kobieta, która na dobre zawładnęła moim sercem.
-Ceśc- powiedziała malutka wyciągając rączki w moim kierunku.
Wzięłam ją na nie delikatnie, a ona mocno przytuliła się do mnie.
----------------------------------------------
Kate nareszcie poznaje Pattie :)
Jak wam się podoba nowy wygląd tego bloga?