poniedziałek, 24 lutego 2014

011.

 Specjalnie dla Wiki M. Dziewczyny która śledzi mnie od początku ♥♥♥
Zobaczyłam Reagan z walizką.
-Hej skarbie,nie chciałam ,żebyś sama tu siedziała.
-Dzięki Reagan.-powiedziałam całując siostrę w policzek.
-Tak więc , masz mnie na głowie przez cały ten czas kiedy Justina nie będzie.
-Cieszę się ,że tu jesteś.-powiedziałam tuląc się do niej.
-Hej sis. Co się stało?
-On wyjechał przeze mnie. To wszystko moja wina jak zawsze.
-Skarbie , to nie twoja wina. Wszystko będzie dobrze. On wróci.
-Mam taką nadzieję. -pociągnęłam nosem.
-Ej! Uszy do góry? Co oglądasz?-zawsze potrafiła zręcznie zmienić temat.
-Never Say Never.
-Chodź obejrzymy jakąś komedię.
-Napijesz się czegoś ? Zjesz coś?-spytałam.
-Masz wodę?
-Tak.-odwróciłam się i ruszyłam w kierunku kuchni.
Ze szklankami były jakieś leki. Do głowy wpadł mi głupi pomysł. Może to zrobię? Ułatwiłabym życie wszystkim. Justinowi w szczególności. Zobaczyłam co jest napisane na opakowaniu. LEKI NASENNE.Dobrze trafiłam -pomyślałam.
Nie myśląc długo wysypałam garść pastylek na rękę i zapiłam je wodą.
Były bardzo mocne ,bo po chwili zakręciło mi się w głowie i upadłam.
Ostatnie co usłyszałam to krzyk Reagan.
*NIE WIADOMO ILE CZASU PÓŹNIEJ*
Otworzyłam oczy i oślepiło mnie jaskrawe światło.
To na pewno nie było żadne pomieszczenie w naszym domu.
Wyglądało to jak szpital.
W sali nie było nikogo oprócz kobiety wyglądającej na lekarkę.
-O wybudziłaś się, jak się czujesz?
-Myślę ,że dobrze. Może mi pani powiedzieć co się stało? Nic nie pamiętam....
- Otóż próbowałaś popełnić samobójstwo i przedawkować leki nasenne. Jak się okazało bardzo mocne. Doznałaś wstrząsu mózgu i zapadłaś w śpiączkę farmakologiczną.
-Może mi pani powiedzieć, kiedy to było?
-Miesiąc temu. Pani siostra siedziała tu cały czas ale teraz, wyszła do toalety.
-Dziękuję Pani.-odpowiedziałam i lekarka wyszła.
Zamknęłam oczy . Miesiąc... to tak długo.
-Katerine ?-usłyszałam głos siostry.
-Reagan.-powiedziałam.
-Wybudziłaś się!-krzyknęła przytulając mnie mocno do siebie.
-Ał... -jęknęłam z bólu.
-Przepraszam.-odpowiedziała szybko się odsuwając.
-Gdzie jest Justin?
-Postanowiliśmy nic mu nie mówić. Sprawy rodzinne wyglądały poważnie i nie chcieliśmy go od nich odciągać.
-Czyli on nic nie wie?-chciałam się upewnić.
-Dzwonił codziennie ale się wykręcaliśmy. Mówiliśmy ,że wyszłaś na spacer,jesteś pod prysznicem itd.
-To dobrze-odetchnęłam z ulgą.
-Dzwoni Joshi. Tak?-odebrała.
Podeszła na chwilę do okna i po paru minutach zakończyła rozmowę.
-Wrócił... -wyszeptała.
 Byłam przestraszona i szczęśliwa jednocześnie.
-Nie mógł cię znaleźć,więc przyjechał do nas,-kontynuowała.-Joshi wszystko mu powiedział. Już tu jedzie.
-Możesz się dowiedzieć,kiedy będę mogła wyjść?
-Nie wiem najprawdopodobniej jutro.
-Czy mogłabyś pojechać po moje ubrania?
-Oczywiście już jadę.-powiedziała , pocałowała mnie w policzek i wyszła z sal zamykając drzwi.
Wpatrywałam się tępo w okno i po około 10 minutach do sali wpadł Justin.

-Skarbie!-krzyknął zdyszany.
-Cześć Justin, co u ciebie?
-Czemu mówisz tak, jakby się nic nie stało? Czemu mi nic nie powiedzieli?
-Skąd mam wiedzieć?-spytałam ostro.
-Dlaczego..dlaczego chciałaś to zrobić?
-Chciałam ci ulżyć. Chciałam, żebyś w końcu był szczęśliwy. Żebyś w końcu nie miał ze mną problemów.
-Czemu uważasz, że nie jestem z tobą szczęśliwy, że mam przez ciebie problemy? Jak w ogóle mogłaś tak pomyśleć?
-Wyjechałeś, nie chciałeś mnie zabrać ze sobą.Poczułam się odtrącona i niechciana.
-Spójrz na mnie.
-Tak?-odparłam spoglądając mu w oczy.
-Czemu nie zadzwoniłaś?
-No patrz , tak się składa , że byłam w śpiączce i nie jestem jasnowidzem, żeby zadzwonić przed tym wydarzeniem i cię uprzedzić.-odpowiedziałam sarkastycznie.
-Kiedy będziesz mogła wyjść?-spytał siadając przy mnie.
-Podobno jutro.
-Nie mogę uwierzyć, że nie zadzwonili.
-Przepraszam-wyszeptałam unikając jego wzroku.
-To wszystko moja wina.
Przez krótką chwilę zastanowiłam się, jak głupie zdanie wypowiedział przed chwilą.
-Nie mów tak.-złapałam go za rękę i ścisnęłam ją na znak tego, że mówi o sobie źle.-To nie twoja wina.
-Czy gdybym powiedział ci  wcześniej, zrobiłabyś to?-spytał,a ja nie wiedziałam co mu odpowiedzieć.
--------------------------------------------------------------------------------------------------
Dziękuję ,że czytacie tego bloga , to dla mnie naprawdę ważne. Jednak mam do was jedną prośbę. Zostawiajcie komentarze,bo wtedy wiem, czy mam go pisać dalej,a szczerze wam powiem, że myślę,aby przestać to robić. Jeśli chcecie się czegoś dowiedzieć , to macie tu mój link do tt.
Twitter